dobre-nowiny.pl
gorący temat
publicystyka
wpolityce
niepoprawni
merkuriusz polski
pomnik smoleńsk
uważamrze
recenzje i szkice
blog
mowa wiązana
telewizja dobre nowiny
listy do tytusa
tomik dobre-nowiny.pl
uwaga agent
kolaboracja
list otwarty do p. Jana P
kazania księdza Jerzego
różaniec za ojczyznę
niech zstąpi Duch Twój
świadectwa czasu
strony smoleńskie
przyjazne strony
krzyż
wycinki z prasy
o autorze
Stona Jagódki
baner
     
 

Opublikowano na "Niepoprawnych" 10 lutego 2012 roku


Prawda nas zjednoczy



Ile można pisać o Smoleńsku? - często słyszę to pytanie. Czy poświęcanie całego wolnego czasu sprawie smoleńskiej ma sens? Czy jest tego warte – pytają znajomi, dodając zwykle – zwłaszcza, że i tak wiesz niewiele więcej niż na początku, bo wszystkie materialne dowody są w rękach służb specjalnych. Ma to sens. I wcale tu nawet nie chodzi o intelektualne wyzwanie. Żeby dojść sedna, mimo szumu informacyjnego, rozsiewanych plotek, czy celowej dezinformacji. Choć przyznam – jest to prowokujące. Przede wszystkim jednak, odkrywanie rzeczywistości smoleńskiej jest dochodzeniem do Prawdy. To, jak by nie było, walka z kłamstwem, czyli ze złem. Wiem, że nie wszystkich przekonują eschatologiczne racje. Ale przecież są i pragmatyczne. Po pierwsze trzeba zadać sobie pytanie - co da nam odkrycie tego co się naprawdę wydarzyło w dniu 10 kwietnia 2010 roku? Da nam to odpowiedź w kwestii – dlaczego do tego zdarzenia doszło. A więc czy ktoś popełnił błąd, czy była to zbrodnia. Chyba jest to ważne, aby mieć wiedzę (nie tylko przeczucie) o tym w jakim świecie żyjemy? Ta wiedza z kolei, przekłada się przecież na nasze indywidualne decyzje, plany na przyszłość i racjonalne działania. Wiedząc jaki jest nasz świat, możemy próbować go zmienić, lub po prostu uznać że jest OK. Świadome wybranie stanu nieświadomości świadczy co najmniej o braku rozsądku. Jest wysłaniem decydentom sygnału, że mają do czynienia ze stadem zwykłych przeżuwaczy, które można dowolnie przeganiać z pastwiska na pastwisko i regulować ich populację, czyli inseminować oraz wyrzynać według uznania. Dla mnie wiedza o tym kim jesteśmy i kto naprawdę nami rządzi jest w każdym razie bezcenna. Jest jeszcze inna ważna sprawa. Jak dziś Smoleńsk nas dzieli, tak równie dobrze może nas jednoczyć. Jest on tak samo ważnym wyzwaniem dla blogerów czy naukowców, jak nakazem sumienia dla patriotów, czy ludzi wierzących. W ogóle Każdego kto ma (chce mieć) szacunek do siebie, a jego poczucie wartości wynika z własnych przekonań. Poza tym konieczność poznania prawdy łączy tak samo Polaków ze sobą, jak Polaków i Rosjan. Praktycznie odkrycie prawdy o Smoleńsku leży w interesie wszystkich. W przeciwnym obozie, to znaczy tych, którzy z jakichś względów osobistych nie chcą poznać (ujawnić) smoleńskiej rzeczywistości, mogą być tylko ludzie którzy się boją. Ale nie prawdy. Oni tak naprawdę boją się wszystkich innych spoza swojej kliki, czyli nas. Zofia Romaszewska w króciutkim filmie Pospieszalskiego i Stankiewicz - „Ćwiczenia na wyobraźnię” mówi: „Wspólnota jest w stanie osiągnąć najwięcej jeśli jest przekonana do tego co robi i że może to zrobić.”
Ale jest jeszcze jeden znaczący powód dla którego warto się zaangażować w poznanie prawdy o Smoleńsku. Dlatego, że warto być w obozie zwycięzców. Tak! Zwyciężamy, bo powoli, wprawdzie krok po kroku, ale konsekwentnie eliminujemy kolejne kłamstwa. Docieramy do faktów, zgodnie z filozofią nauki Karla Raimunda Poppera, który sformułował taką definicję prawdy: ”zdanie jest prawdziwe, gdy jest spełnione przez wszystkie przedmioty, fałszywe zaś – w przeciwnym wypadku”. I my eliminujemy, i wyeliminujemy wszystkie kłamstwa po kolei. A to co pozostanie, to będzie prawda. Mało tego. Wykluczamy kłamstwa, choć pracujemy na spreparowanych materiałach w warunkach politycznie niekorzystnych. I choć praca nasza wydaje się syzyfowa, bo dysponenci wiedzy o tym co się wydarzyło w dniu 10 kwietnia mogą (i pewno będą) produkować kolejne wrzutki i kłamstwa, to my je i tak zdemaskujemy i unicestwimy. Skorupa z kłamstw powoli pęka. Odpuszczenie teraz sprawy smoleńskiej byłoby nie tylko okazaniem wzgardy zabitym i ich rodzinom, ale i zwykłą głupotą.
...............................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 23 października 2011 roku.

Polska S.A.


Wyobraźmy sobie przez chwilę, że Polska nie jest państwem. Załóżmy, że jest koncernem. W dobie globalizacji myślenie, sądzę, jak najbardziej poprawne. Puśćmy zatem wodze fantazji i zobaczmy dokąd nas ona zaprowadzi. Otóż gdyby Polska była koncernem, to musiałaby mieć przede wszystkim bardzo kompetentny zarząd, który pracowałby tak, aby osiągnąć jak najwyższe zyski. Zyski jak najbardziej możliwe do uzyskania w tak świetnie położonym i mającym tak wielki potencjał i zaplecze przedsiębiorstwie. Zarząd, który bardzo dbałby o wszystkich swoich ludzi, umacniałby ich samopoczucie i dumę z tego, że są pracownikami i właścicielami tak wspaniałej firmy (no bo są oni wszyscy przecież równocześnie jej akcjonariuszami). Działałby oczywiście całkowicie transparentnie. I rzecz jasna wymagał w pierwszym rzędzie od siebie, ciężko pracując dniem i nocą nie tylko nad wypracowaniem zysku dla spółki-matki, ale również nad dobrym imieniem przedsiębiorstwa. Nic w tym dziwnego. Tak to przecież we wszystkich spółkach akcyjnych bywa. Tak musiałoby być. Bo proszę sobie wyobrazić inną sytuację. Taki koncern, w którym zarząd dba wyłącznie o własne, prywatne interesy. Źle się wyraża o własnym przedsiębiorstwie, prowadzi kreatywną księgowość, kombinuje jak by tu odebrać zatrudnionym jak najwięcej z ich wypłaty, a lekką ręką wydaje tylko te pieniądze, które są przeznaczone na reklamę i poprawę własnego wizerunku . Rzecz jasna w takim wypadku, w każdym normalnym koncernie udziałowcy zwołaliby natychmiast walne zgromadzenie i wylaliby taki zarząd na pysk.
Zwłaszcza gdyby na własne oczy widzieli idiotyczne (oby nie dywersyjne) posunięcia szefa ochrony, który w przeciągu czterech lat zdążył całkowicie zlikwidować, (za zgodą prezesa bo jakże by inaczej), wszystkie zabezpieczenia w firmie. Wyobraźmy sobie, że po piętrach biurowców latają przebrani za pracowników agenci nasłani przez konkurencję i przemeblowują przedsiębiorstwo, korumpują jego urzędników i robią (jak to obcy agenci) co się tylko da, aby sparaliżować lub przejąć firmę, a przynajmniej ten jej kąsek, na który ich mocodawcy mają największą chrapkę. W tym samym czasie dyrekcja chwali za przedsiębiorczość tych podwładnych, którzy przechodzą pracować do rywali. Zakrawa przy tym na absurd, że szkoli się tu nadal nowych pracowników, i to za pieniądze koncernu. No może nie do końca jest to pozbawione logiki, bo kształcenie to za swój priorytet przyjmuje dwie zasady - aby nie znali oni ani prawdziwej historii firmy, oraz by postrzegali przedsiębiorstwo jako rzecz w sumie niewiele wartą. Szkoleniowców w tym dziele wspomaga zakładowa gazetka i firmowy radiowęzeł nadające przez cały czas relacje o iluzorycznych sukcesach zarządu, lub oskarżające związki zawodowe o defetyzm, nieróbstwo i oszołomstwo.
Gdyby zaś ktoś uważnie przyjrzał się działalności naczalstwa, to ze zdziwieniem odkryłby, że nie działa ono wcale tak, jak gdyby było zarządem firmy, ale jakby przeprowadzało jej likwidację. Ta grupa traktuje bowiem majątek spółki, nie tak jakby to był majątek, ale masa upadłościowa. Aktywa firmy rozparcelowywane są jednak w dziwny sposób. Z pominięciem akcjonariuszy. Otóż przejmującymi go są głównie małe spółki pracownicze, których właścicielami okazują się, nie wiedzieć czemu, albo członkowie zarządu, albo ich rodziny, lub dobrzy znajomi królika. Zresztą, co ja opowiadam. Zaraz tam się znów majątek firmy wyprzedaje. Najczęściej po prostu oddaje się go w zamian za jakąś usługę, powiedzmy - wywozu śmieci, które wprawdzie nie są śmieciami, tylko archiwami firmy, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami. Najważniejsze, że przy okazji opróżnia się pomieszczenia, które można zaadoptować na nowe biura. A i jeszcze jedno ! Zarząd korporacji nie ma zwyczaju ogłaszać sprawozdań ze swojej działalności. Zaprowadził taki zwyczaj, że ogłasza tylko to co mu się podoba i kiedy mu się to podoba. Zaś byłego prezesa zarządu, który ma czelność wskazywać nieprawidłowości (nazywane urzędowo psychozami lub urojeniami), pomawia się o zawiść, chęć odwetu, i oczywiście, co jest tego konsekwencją sugeruje się, że jest szalony. Przypadkiem zapewne też, ktoś podpuszczony przez zakładowe media, wpada do jego mieszkania, chcąc go zabić, a gdy go nie zastaje – morduje członka jego rodziny. Po tym incydencie natychmiast budzi się na zakładzie jakiegoś pierdzącego w stołek portiera, który stwierdza, że to on miał być ofiarą zamachu, a zamachowiec po prostu pomylił prywatne mieszkanie byłego prezesa z jego stróżówką.
Niezwykłe jest również to, że kiedy giną udający się na sesję wyjazdową wszyscy członkowie rady nadzorczej, razem z jej przewodniczącym, to zarząd postanawia nie zawiadamiać o tym policji. Zleca natomiast (twierdząc, że to w ramach outsorsingu) prowadzenie śledztwa sitwie, na której terenie wydarzenie to miało nastąpić. Szajka prowadząca to quasi-dochodzenie, w dziwny sposób przy tym jest powiązana z konkurencją, która w przeszłości niejednokrotnie próbowała dokonać wrogiego przejęcia naszego koncernu, lub nasyłała fałszywych komorników aby dokonywali z niego egzekucji.
Ale i nie to zdumiewa najbardziej. Najdziwniejsza ze wszystkiego jest jednak reakcja akcjonariuszy i zarazem pracowników naszego kondominium, to jest przepraszam, chciałem napisać - konsorcjum. Otóż, mimo tych wszystkich poczynań zarządu, w swej większości popierają oni jego działania. Może dlatego, że dyrekcja wciąż bredzi o jakichś wczasach na zielonych wyspach, które każdemu lojalnemu pracownikowi należą się z funduszu pracowniczego jak chłopu ziemia. A może dlatego, że boją się utraty pracy, lub też mają nadzieję na jakiś rzucany im czasem jak ochłap, kupon na imprezę zakładową? Co rusz bowiem w firmie organizuje się wesołe fety, na które sprasza się wypromowanych w radiowęźle kabareciarzy, piosenkarzy i wodzirejów, którzy pod niebiosa wychwalają zarządzających spółką. A może większość z akcjonariuszy liczy, że uda im się kiedyś, w przyszłości dorwać do żłobu i sami coś sobie z niego urwą? Jaka jest właściwa odpowiedź na to pytanie nie wiem. Ponoć brzmi ona – ludzie chcą tylko chleba, igrzysk i niczego poza tym. Tak przynajmniej ma wynikać z badań zleconych przez wierchuszkę.
W każdym razie jeżeli czasem zdarzy się taki cud, że ktoś zgani zarząd, jest to zwykle tylko nagana za to, że ten jest zbyt pobłażliwy i tolerancyjny dla szaleńców, czyli tych którzy nie myślą jak ludzie o ostatecznym podziale masy upadłości, a zajmują się jakimiś mrzonkami i gadają o zaprowadzeniu w firmie porządku. Przecież wiadomo, że firma nie krowa, jak się nie daje jej doić, trzeba ją dobić. Wszystkim zaś powszechnie wiadomym powinno być, że przedsiębiorstwo nigdy tak dobrze finansowo jak obecnie nie stało i jeszcze nigdy w historii rynek nie wyceniał go tak wysoko jak za obecnego zarządu. Publicznie nie mają prawa być głoszone inne niż ta opinie. Poza jedną - ojca założyciela przedsiębiorstwa o nierozliczonej, kryminalnej przeszłości, który miał powiedzieć kiedyś, że firma nadmiernie się zadłuża i że to jest niebezpieczne. Zresztą zadłuża się w byłych bankach konsorcjum, które ten sam ojciec chrzestny ongiś posprzedawał w nieznanych zresztą bliżej okolicznościach. Nikt go zresztą nie słucha. Pracownicy, czyli udziałowcy firmy zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, że jeśli majątek spółki nie wystarczy na zaciągnięte długi, to będą one ściągnięte od nich i ich potomków. Ale czy to ważne? Przecież najważniejszy jest spokój. Oczywiście los takiej firmy, gdyby istniała, byłby z góry przesądzony. Na szczęście to wszystko jest tylko jakimś koszmarem, wyśnionym przeze mnie nad ranem, po długiej, bezsennej nocy . Uspokajam więc wszystkich, bo wiadomo, że najważniejszy jest święty spokój - sytuacja, którą opisałem jest z oczywistych powodów zupełnie niemożliwa do zaistnienia w spółce akcyjnej. ...............................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 28 kwietnia 2011 roku.

Najeżka, czyli jak mój szwagier odkrył drogę do zgody narodowej.


Kiedy jechałem na święta do mojej siostry, zastanawiałem się czy znów się będziemy kłócić przy świątecznym stole. I o co tym razem. O Kaczyńskiego, o PO, o Smoleńsk? To dziwne, ale nie pamiętam, abyśmy dawniej, się kłócili. Dawniej, to znaczy kiedy? Właśnie. Kiedy to się w ogóle zaczęło? Czy czasem nie w 2005? Co najdziwniejsze nie przypominam sobie, abyśmy przed tym szczególnym rokiem, w ogóle rozmawiali o polityce. Ona wówczas dla mojego szwagra nie istniała. No ale potem przyszło zagrożenie dla demokracji, i fanatyczny Kaczyński zaczął kompromitować Polskę swoim wzrostem, na arenie międzynarodowej. PiSowi zaczęło przeszkadzać, że świat stawał się piękny jak wieczór po "tańcu z gwiazdami" i wygnał na ulice dywizjony moherowych beretów i facetów na starych rowerach , którzy nie tylko spowolnili ruch i zepsuli asfalt, ale zakłócili optymistyczny pejzaż kraju kwitnącej jabłoni. Trzeba było dać odpór Polsce pomników i kwękolenia. Za dużo już tego było. Kiedy jeszcze jacyś goście niepodobni do jamników zaczęli tropić byłych agentów i skorumpowanych, zaczęło się stawać koszmarnie. Jakiś smutek zaczął wiać spod czarnych sutann księży, że nawet piwo przestało smakować. I karkówka była jakby gorszej jakości. Ale miarka przebrała się, kiedy skiepściły się odcinki Kiepskich. Szwagier wspólnie z celebrytami powiedzieli wówczas dosyć. Ale jakby jeszcze tego dosyć nie było zepsuła się również pogoda. Od tego czasu w mojej rodzinie rozpoczął się głęboki podział. Nie osiągnął jeszcze wprawdzie głębokości kanionu w dolinie Kolorado, ale zszedł już moim zdaniem na głębokość kilkuset dobrych metrów i na taką szerokość, że jeszcze wprawdzie można się porozumiewać, ale już tylko krzykiem.
Więc jadąc, zastanawiałem się na czym ten podział polega. Kto mojemu szwagrowi mówi co jest poprawne , a co nie. Dlaczego zawsze wie, co jest cacy a co nie. I dlaczego zawsze jest to spójne z wizerunkiem świata widzianego przez obiektyw kamery TVN?  Można zadać oczywiście inne pytania. Dlaczego  ja widzę prezydenta, spuchniętego jak najeżka, który udaje suma i ambitnego premiera wijącego się jest pijawka w cukrze? Dlaczego ja nie chcę przyjąć, że sprawa jest "do bulu prosta". Kto mi to wszystko wmówił?  Czemu wierzę fałszywie uśmiechającemu się Macierewiczowi, a nie ufam dostojnemu Millerowi?
Nie wiem. Tak samo jak nie wie tego mój szwagier. Żebym chociaż ja był niewykształconym, z małego miasta, i stary, a on na odwrót. Ale nie. Nie jest to wszystko kurcze takie proste. 
Przez całą Wielką Sobotę udało nam się omijać tematy polityczne. Rozmawialiśmy o temperaturze wody w Adriatyku, celibacie i depresji u szczurów hodowlanych. Ale kiedy pod wieczór, kończąc przy piwie dyskusję nad tym, czy można już jeść kiełbasę czy też jeszcze nie, a tematy zaczęły schodzić na sprawy wyższości Śląska nad Podkarpaciem, wiedziałem, że konflikt staje się nieunikniony. Wytrzymaliśmy jednak tego dnia do końca bez walki. Nikt nie dał się sprowokować. Leżąc w łóżku, na nowym miejscu, przewracałem się z boku na bok, zastanawiając, jak nie dopuścić jutro do kłótni, która - czułem to - dojrzewała jak śmierdzący ser w perfumerii. Nagle zdałem sobie sprawę nad jak ważkim problem deliberuję, na tej składanej kozetce. Tu przecież nie chodzi o nic innego jak o zgodę ogólnonarodową. Jeśli znajdę rozwiązanie, znajdę je dla całej Polski! Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej wydawało mi się, że jestem bliski rozwiązania. W końcu zasnąłem z uśmiechem na ustach, który przerodził się później w gromkie chrapanie z elementami bezdechu, zakłócającego spokój mieszkańców, co autorytarnie stwierdzili rankiem wszyscy domownicy. No, ale czego w końcu można oczekiwać od złośliwego mohera z południowego - wschodu?     
Mój szwagier wstał wcześniej ode mnie i radośnie pogwizdując zajął na pół godziny łazienkę na  parterze, gdzie w przeddzień złożyłem swą maszynkę do golenia i szczoteczkę. Nie pozostało mi nic innego jak czekać, zgrzytając brudnymi zębami. Kiedy wyszedł, pachnący dobrą wodą kolońską, ze śnieżnobiałbym uśmiechem na ustach, który odcinał się wyraźnie od śniadej muskulatury, wiedziałem już, że to on znalazł rozwiązanie problemu, który nurtował mnie przed zaśnięciem. Nie powiem, że nie poczułem ukłucia zazdrości. Mimo wszystko szybko się ogoliłem i ubrałem uroczyście. Zbliżało się Wielkanocne śniadanie. Posiłek, na którym to on jako gospodarz, miał pierwszy złożyć wszystkim życzenia. Drżałem, kiedy ceremonialnie wzniósł jajko na twardo. Wiedziałem, że za chwilę nastąpi "wielkopomna" chwila.  Szwagier odchrząknął, powiódł po nas wzrokiem, a potem powiedział: "Życzę wam, przybysze z dziwnej krainy, abyście poznali prawdę. Prawda przyniesie wam spokój." Poczułem jak opada ze mnie nienawiść, a wielka łapa śląskiego powietrza kładzie się na mą głowę i gładzi po rzadkich włosach. Pokonując wzruszenie powstałem ze swego miejsca i podziękowałem za te wspaniałe słowa. Życzyłem wszystkim tego samego. Z całego serca.  Czego i Wam życzę.

................................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 04 września 2010 roku.

Bogdan Klich - pomocnik napastnika czyli melduję że rozbiłem armię (sylwetka z cyklu Wesoła drużyna Donalda)

"Państwo weszło w fazę, która budzi wątpliwości." (1) W ten sposób, w ubiegłym roku Prezydent Lech Kaczyński delikatnie skomentował konflikt pomiędzy Szefem Wojsk Lądowych Gen. Władysławem Skrzypczakiem a ministrem obrony narodowej Bogdanem Klichem.
Klich jest ministrem którego trwanie w tym rządzie zadziwia wszystkich. Łącznie z nim samym.  Świadczyć o tym może choćby fakt, iż  4 lutego 2009 minister poinformował: "położyłem dymisję na stole, ale pani tego nie powtórzy".(2) Osobą, do której się zwracał tymi słowami była dziennikarka Monika Olejnik, która miała czelność nie powiadomić Klicha, że są już na antenie radia Zet. Informacja podana przez niego nie miała jednak pokrycia w rzeczywistości. "Premier – jak się potem okazało – miał z przekąsem stwierdzić, że dymisji, którą miał mu złożyć Klich nie widział i usłyszał o niej w radiu."(3)

Krótka historia 
                  
15 listopada 2007 Bogdan Klich obejmuje tekę Ministra Obrony Narodowej w rządzie Donalda Tuska. Równocześnie jego żona przejmuje po mężu kierowanie fundacją noszącą nazwę Instytut Studiów Strategicznych.  ISS wspierały i nadal wspierają różne firmy – w tym i producenci broni:amerykański Lockheed Martin i włoski Finmeccanica, w którego skład wchodzi Agusta Westland produkująca śmigłowce, a także cztery niemieckie fundacje: Konrada Adenauera, Friedricha Naumanna, Friedricha Eberta i amerykańsko-niemiecki German Marshall Fund. Z tym, że fundacje Adenauera i Naumana są to niemieckie fundacje państwowe (95% udziału rządu RFN!).(4)

Za ministrowania Klicha w armii dokonują się zmiany personalne, polegające w głównej mierze na dymisjach, odsunięciach bądź odejściach kluczowych dowódców.

W dniu 04.01.2008 zostaje zdymisjonowany sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Gen. Piotr Czerwiński. Powodem dymisji jest podejrzenie o korupcję. Pierwszy bodziec medialny jaki otrzymuje społeczeństwo jest więc bardzo pozytywny. Oto nowy minister, już po miesiącu urzędowania wykrywa i piętnuje nieprawidłowości. Mało tego zapowiada, że dymisja generała jest początkiem czyszczenia własnego podwórka z praktyk korupcyjnych i wkrótce polecą następne głowy, zamieszane wraz z nim ten niecny proceder. (5) 

W dniu 24.01.2008 w katastrofie wojskowego samolotu CASA ginie dwudziestu ważnych oficerów Wojsk Lotniczych w tym:
gen. bryg. pil. Andrzej Andrzejewski,
ppłk pil. Zdzisław Cieślik, szef szkolenia,
mjr pil. Robert Maj, szef sekcji szkolenia lotniczego,
mjr Mirosław Wilczyński, szef sekcji techniki lotniczej,
dowódca płk pil. Jerzy Piłat,
ppłk Dariusz Pawlak, szef sekcji techniki lotniczej,
mjr pil. Grzegorz Jułga - z-ca dowódcy eskadry,
kpt. Paweł Zdunek, dowódca klucza lotniczego,
kpt. Karol Szmigiel, dowódca klucza technicznego,
płk pil. Dariusz Maciąg, dowódca bazy,
mjr Piotr Firlinger, szef sekcji techniki lotniczej,
ppłk Zbigniew Książek, z-ca dowódcy bazy,
płk pil. Wojciech Maniewski, dowódca eskadry,
kpt pil. Leszek Ziemski, instruktor bezpieczeństwa lotów,
kpt Grzegorz Stepaniuk, szef techniki lotniczej,
mjr Krzysztof Smołucha, syn Bolesława z Dowództwa Sił Powietrznych, oraz 4 członków załogi samolotu.(6)
Chociaż katastrofa CASY do dziś nie zostaje wyjaśniona, i nie wiadomo co było jej przyczną, w kwietniu 2008 roku, Klich dymisjonuje pięciu żołnierzy, którzy jego zdaniem byli odpowiedzialni za katastrofę ."Dwóch z nich w styczniu ubiegłego roku zdecydowało się przejść na wojskową emeryturę. Chodzi o mjr. Jędrzeja Wójcickiego ), byłego komendanta Wojskowego Portu Lotniczego w Mirosławcu. Został odwołany przez Klicha za rzekome nieprawidłowości w funkcjonowaniu lotniska. Chodzić miało o niewłaściwy nadzór nad działalnością podległych służb, wyszkoleniem oraz przygotowaniem personelu. Na emeryturę odszedł także kpt. Andrzej Koniarz, kontroler lotniska. Klich zdymisjonował go za niepodjęcie decyzji o skierowaniu CASY na inne lotnisko w sytuacji, gdy pod Mirosławcem panowały kiepskie warunki atmosferyczne."
To dziwna katastrofa. Komisja badająca zdarzenie ustala, ponad wszelką wątpliwość, jednynie to, że  "bezpośrednią przyczyną katastrofy było nieświadome doprowadzenie przez załogę do nadmiernego przechylenia samolotu". (7)

Narasta krytyka Klicha. Minister, według informacji podawanych przez media, ma w styczniu 2009 r. zostać zdymisjonowany przez premiera za "obsadzaniem stanowisk w kluczowych agencjach wojskowych swoimi kolegami i krakowskimi działaczami Platformy Obywatelskiej" a także za rozrzutność, gdyż "wydał niedawno na nowe kontrakty miliardy złotych, chodź dobrze wiedział, że budżet ministerstwa będzie zredukowany." Ponadto Klichowi zarzuca się że jego instytut "będzie organizować w Krakowie II Forum Euroatlantyckie NATO, a organizatora wybrano bez przetargu." W tym samym czasie "Rzeczpospolita" ujawnia, że "kontrolowane przez Skarb Państwa firmy: Jastrzębska Spółka Węglowa, Katowicki Holding Węglowy oraz koncern paliwowy PKN Orlen dofinansowywały działalność Instytutu Studiów Strategicznych. Sponsorowane przez te spółki imprezy i konferencje odbyły się już po objęciu przez Klicha stanowiska szefa resortu obrony narodowej. Z ustaleń "Rz" wynika również, że jedną z konferencji instytutu (październik 2007 r.), gdy kierował nim Klich, sponsorowały firmy działające w branży zbrojeniowej, m.in. amerykański Lockheed Martin i włoski koncern Finmeccanica, w skład którego wchodzi Agusta Westland produkująca śmigłowce. W 2008 r. przedstawiciele naszego resortu obrony zapowiadali, że w ciągu dziesięciu lat za ponad 10 mld zł chcą kupić około 50 śmigłowców dla wojska." (8)
Klich nie zostaje zdymisjonowany przez premiera, ani też sam nie podaje się do dymisji, choć tak oświadcza Monice Olejnik. Wyraża natomiast zgodę na 20% redukcję budżetu podległego sobie Ministerstwa. Ministerstwa kierującego armią zawodową, która na całym świecie jest droższa od tej z poboru, ale widocznie nas reguły ogólne nie dotyczą. 

Lipiec 2009 - decyzją premiera dotyczącą tak zwanej "profesjonalizacji polskiej armii" ostatni z poborowych opuszcza koszary. Zostają w nich wyłącznie żołnierze zawodowi.  Na dzień  30 września 2009 r.stan ewidencyjny "żołnierzy w Siłach Zbrojnych RP na wynosi 95 360, z czego 139 osób to generałowie; 22670 – oficerowie; 41 850 – podoficerowie, a 28 200 – szeregowi (zawodowi i nadterminowi)."Jak wygląda w tym wojsku stosunek generałów i oficerów i podoficerów (tak zwana kadra kierująca) do szeregowych? Otóż wynosi on 1 do 0,43, co oznacza, że na jednego kierującego (generała, oficera lub podoficera) przypada 0,43 bezpośredniego wykonawcy (szeregowego). "Co to oznacza w praktyce dla naszych Sił Zbrojnych i dla naszego bezpieczeństwa? Otóż, znaczy to, że w Wojsku Polskim istnieje obecnie następująca sytuacja:
- w czołgach i innych wozach bojowych są dowódcy, ale nie ma kierowców i działonowych – a więc nie ma kto nimi jeździć i nie ma kto z nich strzelać,
- samochody pozbawione są kierowców i mechaników – a więc stoją w garażach i rdzewieją,
- w magazynach broni jest pełno karabinów i amunicji – ale nie ma kto z nich strzelać,
- na strzelnicach i placach ćwiczeń nie jest realizowane szkolenie, bo nie ma tam kogo szkolić.
Natomiast dowództwa i sztaby pełne są dowódców i urzędników wojskowych, którzy produkują tysiące, w większości nikomu niepotrzebnych, dokumentów w postaci rozkazów, pism, załączników, wniosków, próśb, planów, harmonogramów, strategii, wizji, misji itd." Jakie wypływają z tego wnioski? "Otóż, od lipca 2009 r. Siły Zbrojne RP nie są w stanie wypełniać swojej konstytucyjnej misji obrony terytorium kraju (art. 26) – ani pośrednio przy wsparciu sił sojuszniczych NATO, ani tym bardziej bezpośrednio, czyli (...) A zatem Siły Zbrojne RP nie istnieją! Ani w ujęciu funkcjonalnym, ponieważ nie są w stanie właściwie wypełniać swoich podstawowych funkcji, ani nawet w ujęciu organizacyjnym, ponieważ ich struktury istnieją tylko formalnie, pozostały z nich tylko żałosne resztki, które wegetują, podtrzymując jedynie z dnia na dzień swoje podstawowe funkcje życiowe (kierowanie, zaopatrzenie, ochrona własna)." Co ma z decyzją premiera wspólnego Klich? Otóż to on ma za zadanie do końca 2010 roku przeprowadzić do końca proces "profesjonalizacji". Zadanie to przyjął od premiera bez zastrzeżeń. Z wrodzonym sobie optymizmem i brakiem krytycyzmu (żeby nie powtórzyć za Grzegorzem Kwaśniakiem dokonującym tej analizy dla "Rzeczpospolitej", bezmyślnie.) (9) 

W dniu 11.09.2009 zostaje zdymisjonowany Dyrektor Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych Gen.Sławomir Szczepaniak. "Decyzja przyszła w czasie, gdy departament miał dokonywać gigantycznych zakupów dla Afganistanu m.in. helikopterów, ciężkich karabinów czy samolotów bezzałogowych." Ale to nie była jedyna zmiana w tym czasie. Równocześnie
odpowiedzialny w MON za zakupy minister Zenon Kosiniak-Kamysz w październiku trafił na placówkę dyplomatyczną. Klich obsadził obydwa wakujące stanowiska oczywiście swoimi "kompetentnymi ludźmi". (10)

W dniu 15.09 2009 zostaje zdymisjonowany Szef Wojsk Lądowych Generał Waldemar Skrzypczak. Prezydent Lech Kaczyński początkowo nie chce się na to zgodzić, ale w końcu ulega presji ministra. To wówczas z ust Lecha Kaczyńskiego padają słowa, którymi rozpocząłem ten artykuł. Przyczyną odejścia Skrzypczaka jest konflikt pomiędzy nim, a ministrem. Poszło o skrytykowanie przez generała w wywiadzie dla "Dziennika" prowadzonych przez MON zakupów sprzętu dla żołnierzy w Afganistanie.(1)

W maju 2010 roku Generał Skrzypczak wyjaśnia udzielając wywiadu, dokładniej podłoże konfliktu. Oświadcza, że to co dzieje się w armii jest złe "ponieważ politycy zawłaszczyli armię. Traktują ją jak podwórko do prowadzenia własnych gierek politycznych. Obecny minister obrony Bogdan Klich dąży do sprywatyzowania armii, tzn. bezwzględnego podporządkowania jej jego własnym celom i celom jego partii." Przejawia się to "na przykład w polityce personalnej. Na najważniejsze stanowiska wyznacza się ludzi wygodnych, układnych, zgodnie z zasadą „bmw” – biernych, miernych, ale wiernych, którzy nie myślą, tylko wykonują polecenia polityczne." (11)

W dniu 10.04.2010 giną w katastrofie rządowego TU-154:

Zwierzchnik Sił Zbrojnych RP Prezydent Lech Kaczyński
Szef Sztabu Generalnego WP Franciszek Gągor
Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych generał Bronisław Kwiatkowski
Dowódca Sił Powietrznych RP generał broni Andrzej Błasik
Dowódca Wojsk Lądowych RP generał dywizji Tadeusz Buk
Dowódca Wojsk Specjalnych generał dywizji Włodzimierz Potasiński
Dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Andrzej Karweta
Dowódca Garnizonu Warszawa generał brygady Kazimierz Gilarski
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło
Ordynariusz polowy Wojska Polskiego, ksiądz generał Tadeusz Płoski
Prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego, arcybiskup Miron Chodakowski
Ewangelickie duszpasterstwo polowe - ksiądz pułkownik Adam Pilch
Ordynariat Polowy Wojska Polskiego - ksiądz podpułkownik Jan Osiński
oraz 83 najwyższe osobistości RP (12)

Teraz proces ulega zdecydowanemu przyspieszeniu.

W dniu 17.05.2010  pełniący obowiązki szefa Sił Powietrznych Gen. Krzysztof Załęski, składa dymisję. Przed dymisją przedstawia ministrowi raport o stanie polskich Sił Powietrznych. Nie znamy treści raportu, lecz sam fakt złożenia dymisji świadczyć może o tym, że nie chce on brać  odpowiedzialności za siły powietrzne w tym stanie rzeczy w jakim się znajdują.(13)

W dniu 09.05.2010. na własna prośbę odchodzi pierwszy zastępca szefa Sztabu Generalnego Gen. Mieczysław Stachowiak. (14)

Dnia 01.08.2010 płk Dariusz Zawadka, dowódca elitarnej polskiej jednostki GROM - również na własną prośbę. "Z ustaleń PAP wynika, że pułkownik z niezadowoleniem przyjął pojawiające się doniesienia, że prezydent elekt zamierza powołać na stanowisko dowódcy wojsk specjalnych płk Piotra Patalonga. Etat dowódcy jest nieobsadzony od czasu smoleńskiej katastrofy 10 kwietnia, w której zginął m.in. dowódca komandosów gen. Włodzimierz Potasiński"(15)

W dniu 02.08.2010 pięciu kolejnych oficerów GROM napisało podania o zwolnienie ze służby. Są wśród nich szef sztabu jednostki, szef szkolenia, główny księgowy oraz dwóch dowódców poszczególnych grup bojowych, w tym jeden, który dowodzi żołnierzami GROM, służącymi obecnie w Afganistanie. (16)

Dnia 11.08.2010 zostaje zdymisjonowany dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego płk. Ryszard Raczyński. (17)

Na własną prośbę w dniu 23.08.2010 odchodzi odpowiedzialny za przygotowanie wojskowych do walki Gen. Wiesław Michnowicz. (18) "Nieoficjalnie (...) oficerowie, z którymi rozmawiała "Rz", twierdzą, że gen. Michnowicz zdecydował się odejść z wojska, ponieważ brakuje pieniędzy na szkolenie żołnierzy. Generał od lipca ubiegłego roku stał na czele Zarządu Szkolenia P-7 Sztabu Generalnego (...) Dymisję złożył dwa lata przed końcem swojej kadencji." (19)

W ciągu ostatniego miesięca (08.2010) dymisję złożyło (lub złoży) również 30 niższych rangą oficerów w różnych rodzajach wojsk.(źródło Rzeczpospolita) (19)

Na tydzień przed 71 rocznicą wybuchu II wojny światowej "Nasz Dziennik" pisze, że"obecnie polska flota nie byłaby w stanie odeprzeć ataku od strony morza, gdyby został on przeprowadzony w kilku różnych miejscach przypadającego Polsce prawie 800-kilometrowego wybrzeża. Niektórzy wojskowi ostrzegają, że polska marynarka wojenna już nie jest w stanie wywiązywać się z niektórych zadań wynikających z członkostwa w NATO. Natomiast część wojskowych zastanawia się nawet, czy nasza marynarka przetrwa w ogóle najbliższe lata. - Należy zadać sobie pytanie, co zrobić, aby uniknąć spełnienia się hiobowych wieści o całkowitej likwidacji polskiej marynarki wojennej w 2015 roku - apelował przed kilkoma miesiącami na gdyńskiej konferencji poświęconej sytuacji polskich sił morskich wiceadmirał w st. spoczynku dr Henryk Sołkiewicz, były szef sztabu Marynarki Wojennej RP. Wtórowało mu wielu innych wysokich rangą dowódców." Dlaczego tak się może stać? Gdyż w ostatnich latach "ponad 100 okrętów bojowych i pomocniczych jednostek pływających zlikwidowano (ponad 62%); lotnictwo morskie zredukowano do ok. 40 samolotów i śmigłowców (ponad 50%); stan osobowy morskich sił zbrojnych zmniejszono do ok. 11 tysięcy (tzn. o 36%); stocznię MW nękają "braki ciągłości finansowej" pomimo ulokowania" (20)

"A co na to wszystko MON? Nic. Rzecznik ministra spokojnie tłumaczy, że to nie żadne dymisje, tylko zwykłe wypowiedzenia stosunku służby – tak jakby istotą problemu były kwestie leksykalne."(2)

Początkowo miałem dać temu artykułowi tytuł jak ze Szwejka "Melduję, że rozbiłem armię", ale po zestawieniu tego co znalazłem ( a czego jeszcze nie znalazłem ?! ) w internecie na temat Bogdana Klicha zaczynam się zastanawiać. Czy człowiek inteligentny, lekarz psychiatra, historyk sztuki, polityk, politolog, specjalista stosunków międzynarodowych, były poseł do Parlamentu Europejskiego, poseł na Sejm IV kadencji, syn profesora, może  być aż tak wielkim nieudacznikiem ?

Komentarzem do artykułu tego niech będzie refleksja Bronisława Wildsteina zamieszczona w internecie (rp.pl) 28 czerwca 2009, czyli bez mała rok przed Smoleskiem:

"Najbardziej niepokojące jest to, że Polacy dali sobie wmówić, iż naszej niepodległości nic już nie grozi. I może tak jest, do pewnego stopnia, dziś. Jak długo jednak? Wiele razy w historii odtrąbiono już koniec wojen i królestwo wiecznego pokoju. Nie ma potrzeby przypominać jak budziliśmy się z tego typu snów. Dziś funkcjonujemy w świecie pozoru. Może więc lepiej rozwiążmy tę armię, której uzasadnieniem jest chyba tylko interes korporacji oficerskiej. Może sprowokuje to namysł nad niebezpieczeństwami, które grożą nie tylko nam, ale i następnym pokoleniom." (21)

Internografia:

(1) http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/93347,skrzypczak-odchodzi-rzad-w-panice.html
(2) http://www.wiadomosci24.pl/artykul/bogdan_klich_polozylem_dymisje_na_stole_88058.html
(3) http://www.wprost.pl/ar/195780/Bessa-w-armii/
(4) http://www.tvn24.pl/0,1583347,0,1,min-klich-nastepny-do-dymisji,wiadomosc.html
(5) http://gregory501.blox.pl/2008/01/WICEMINISTER-ON-Z-PO-ZDYMISJONOWANY-ZA-LAPOWKE.html
(6) http://www.tvn24.pl/-1,1536437,wiadomosc.html
(7)http://wielkopolska.naszemiasto.pl/artykul/296878,sledztwo-katastrofa-samolotu-casa-moze-pozostac,id,t.html
(8) http://beta.polskieradio.pl/7/129/Artykul/212030,Komentatorzy-Dymisje-w-wojsku-to-efekt-dzialalnosci-Klicha
(9) http://www.rp.pl/artykul/387022_Polska_armia_nie_istnieje.html
(10)http://www.tvn24.pl/12690,1618939,0,1,szef-zaopatrzenia-armii-odchodzi-to-nie-dymisja,wiadomosc.html
(11) http://marucha.wordpress.com/2010/05/21/wywiad-z-gen-skrzypczakiem/
(12) http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Lista-ofiar-katastrofy-prezydenckiego-samolotu-w-Smolensku-n37968.html
(13) http://www.rp.pl/artykul/69745,482348-Minister-Klich--traci-generalow-.html
(14) http://www.rp.pl/artykul/481946Kolejna_dymisja__z_armii_odchodzi_gen__Stachowiak_.html
(15) http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/297685,grom-sie-sypie-cale-dowodztwo-podalo-sie-do-dymisji.html
(16) http://www.tvp.info/informacje/polska/dowodca-grom-podal-sie-do-dymisji/2253875/dymisja-w-wojsku/2254983
(17) http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Klich-przyjalem-dymisje-dowodcy-36-pulku-lotnictwa,wid,12562324,wiadomosc.html?ticaid=1ad37&_ticrsn=3
(18) http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-kolejna-dymisja-w-armii,nId,293799
(19) http://www.rp.pl/artykul/525806_Kryzys_w_szkoleniu_zolnierzy___.html
(20) http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100823&typ=my&id=my21.txt
(21) http://blog.rp.pl/wildstein/2009/06/28/rozwiazmy-te-armie/

....................................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 19 sierpnia 2010 roku.

Fenomen Pana Tuska

Panie Premierze, kawalerze medalu Karola Wielkiego , Wielki Manipulatorze - Polska rzeczywiście ma kolor zielony. Widziałem ją z lotu ptaka wyszedłszy na dach. Latać samolotem nie odważę się już chyba nigdy. Nie jestem bowiem w stanie pokochać cię tą miłością najszczerszą i bezgraniczną. Nie jestem w stanie ci zaufać. A tylko to gwaratnuje wysoki i bezpieczny lot. Ja niestety, panie premierze, nie wierzę także w wieczną zieleń. Śmiem twierdzić iż jesień i zima odmienią kolory Polski, a ta nieufność, wiem, dewaluuje mnie z góry w twych oczach. Nic na to nie poradzę jednak. Taki już jestem niedowiarek. Powiem więcej. Nie potrafię nawet zrozumieć skąd bierze się to wysokie zaufanie do ciebie wśród ludzi. Czy z kompleksów? Toż ty uśmierzasz kompleksy. To tobie rękę podaje sama Angela M., a Władimir P. przytula cię do swej piersi. Tyś pomiędzy wielkimi. To dzięki tobie imię Polski wymawiane jest z uśmiechem przez wszystkie nacje. Twa polityka ustępstw i nierozdrażniania daje nam dobrą prasę na całym świecie. Nie było takiego jak ty polityka od Wielkiego Konstantego R. Duma. Przepełnia nas duma? Z pragnienia zaufania komuś? Tyś to panie, był nawet w stanie oddać śledztwo w najważniejszej dla nas sprawie, tym dla których to wydarzenie było nic nie znaczącym epizodem (jak sami stwierdzili szybkość przekazywania danych w tym śledztwie wynika wyłącznie z sympatii do ciebie, bo dla nich, Rosjan nie jest ono żadnym priorytetem) . A tyś przekazałeś im to śledztwo z czystego zaufania. Ta dziecięca ufność wzrusza cały naród, któremu stajesz się poprzez swą prostą naiwność tak bliski. A może z niechęci do patosu? Tyś luzakiem, beztroskim śmieszkiem. Ciebie śmieszą wygłupy pijaków pod krzyżem. Nie robisz nic sobie z chamstwa i zniewag jakimi obrzucani są wierzący. Ojczyzna to dla ciebie słowo. Trochę pusto brzmiące, bo przecież nie tyle liczy sie ojczyzna jak zadowolenie pojedynczych ludzi. A głównie czy nie o twoje to zadowolenie chodzi? O honorze wiesz , że pisze się przez "h" nieme. I więcej wiedzieć nie musisz boś przecież premier. Może z umiłowania wolności? Nie przywiązujesz wszak wagi do zasad. Twoim zdaniem każdy może robić to co mu się podoba byle tylko nie była to grupa wyznająca wspólnie jakieś przekonania. Tacy ludzie są nie tylko nudni ale i obrzydliwi. Ty wiesz , że nie ma jednej prawdy, ale wiele prawd. Po jednej na każdego z Twych poddanych. Więc każdy, który mówi przeciw wszystkim, jest ci bliski. Bo to jest wolność wedle ciebie przecie. Mówić co ślina na język przyniesie. A może ze ścieżki twego sukcesu? Nikt tak jak ty nie uosabia prawdy, że cel jest najważniejszy. Że trzeba iść doń choćby po trupach. I doszedłeś. Jesteś . Masz te rządy. Autorytarne jak chciałeś. Sukces, sukces, sukces. Wizerunek? Równy pośród równych. Nie jakiś błazen czy satrapa. Inteligentny, stonowany równiacha. Od brudnej roboty masz innych. Ty masz być nieskazitelny . Kryształowy. Chwała ci . Chwała. Nie wiem co jeszcze. Zachodzę w głowę i nie wiem. Już nie poznaję w jakim żyję kraju. Spoglądam wokół, nie panimaju

....................................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 15 sierpnia 2011 roku

O to chodzi.

Wszyscy zauważamy, obserwując media, że konflikt społeczny pogłębia się. Dlatego radykalizujemy swoje postawy, albo dystansujemy się od wirtualnej rzeczywistości, tym samym przenosząc te zachowania do realu. I tak fikcja staje się rzeczywistością. Dlaczego tak jest? Bo nasza postawa jest reakcją na wytwarzany przez media coraz większy ferment. A pogłębianie tego konfliktu leży w interesie rządzących. Proces ten ma na celu wyłuskanie osób o najbardziej radykalnych poglądach, by zamknąć je w swoistym getcie, otoczonym pancernym murem, i poddać ich ostracyzmowi społeczności medialnej. A następnie skazać na banicję, na obszar "oszołomstwa i psychuszki". W ten sposób, na przykład, tak zwana "sprawa krzyża" zamiast przypominać o Smoleńsku i pobudzać do wyjaśnienia przyczyn tragedii, staje się sprawą samą w sobie. Kwestia moralna, dotycząca wszystkich, i dla wszystkich ważna, prawda o Smoleńsku, zostaje zręcznie zakwalifikowana do połączonego zbioru: konflikt polityczny i antagonizm światopoglądowy. A przecież nie o to chodziło... To o co chodzi? Skoro według mnie nie chodzi o to kto postawi na swoim w sprawie krzyża; nie chodzi też o to czy PiS się podzieli czy nie; nie chodzi o to kto wygra w wyborach samorządowych; ani jakie kto ma poparcie. I jeśli nie chodzi również o to, kto będzie nami rządził i kto kogo powoła, a także jakie decyzje zostaną podjęte, ani z kim spotka się prezydent, jakie będą nowe ustawy, oraz ile wyniesie nowy podatek. To o co mi chodzi? Fakt. Wszystko to, byłoby ważne, ale w normalnie funkcjonującym państwie. W naszym przypadku są to wszystko tematy zastępcze. No więc o co... !? Jest jedna i zasadnicza sprawa bez wyjaśnienia której nie ma mowy o innych dyskusjach. Wszystko inne bez jej rozwiązania, jest bezprzedmiotowe. Tą sprawą jest właśnie odpowiedź na podstawowe pytania dotyczące tragedii smoleńskiej. Bez wiedzy o roli i ewentualnej odpowiedzialności ludzi i organów państw w tej sprawie, nie ma sensu podejmować jakichkolwiek innych tematów ze sfery społecznej i politycznej. Dlatego, że sprawa smoleńska jest to sprawa zasadnicza i podstawowa wobec innych problemów tego obszaru. Przecież tylko wyjaśnienie tego tematu pozwoli stwierdzić, kto jest kim w Polsce. Jaka jest nasza racja stanu. Jakie są powiązania i rodowód dzisiejszej władzy. Potrafi odkryć mechanizmy manipulacji medialnej i systemu dezinformacji. Nie tylko wyjaśni kto jest kim. Odkrycie tej sprawy ma również wymiar globalny. Może nam powiedzieć nie tylko o obecnych sferach wpływów, funkcjonowaniu państw i ich nowej roli, ale też o najbliższej przyszłości. Wszystko pozostałe (cała ta nadbudowa w rozumieniu leninowskim), ta medialna zadyma, jest budowaniem miasta bez fundamentów. Stawianiem wieżowców na piaskach pustyni. Fasadą potiomkinowskiej wsi. Dlatego, moim zdaniem, powinniśmy skoncentrować się właśnie na tym zagadnieniu. Jego rozwiązanie powie nam więcej o współczesnym świecie, niż wyjaśnienie jakiegokolwiek innego problemu. A możemy to wyjaśnić. Jeszcze możemy to wyjaśnić. Właśnie my.

...................................................................................................................................................

Opublikowano 13 sierpnia 2010 roku.

Krzyż i latający spodek.

Krzyż przed pałacem namiestnika jest niepoprawny. Poprawny jest natomiast krzyż prawosławny upamiętniający najeźdźcę ze wschodu. W ramach pojednania i zakończenia wojny polsko-ruskiej pod flagą biało czerwoną. Natomiast nakręcona w pałacu na wodzie wojna polsko-polska, w reżyserii gieroja sowietskowo sajuza, powinna mieć jakieś inny finał i upamiętnienie. Można na przykład zorganizować paradę miłości pod flagą tęczową w centrum Warszawy. Codziennie od 16.00 do 18.00 . Każdy poprawny obywatel wie że na tym zakończyć nie można. Konieczne jest również pojednanie polsko-szwedzkie, w ramach przypięczętowania potopu. Można by postawić w Częstochowie przy klasztorze krzyż luterański i wielką kolumbrynę. Albo zupełnie niekonwencjonalnie, zorganizować imprezę przy szwedzkim stole, oczywiście stół musi być okrągły. Kopiec usypany rękoma wdzięcznych za hejnał mieszkańców Krakowa, nieznanemu najeżdźcy tatarskiemu, też byłby mile widziany przez Europejską Unię. Tak myślę. Nie można zapomnieć o Niemcu. Nie tym co to go Wanda nie chciała, ale tym co przyjechał do nas w 39 i spędził bez mała 5 lat reorganizując, w ramach wolontariatu, naszą gospodarkę. Myślę że najlepszy byłby dla uczczenia jego bytności na naszej ziemi pomnik krzyża protestanckiego (ewentualnie krzyż rzymski) przy bramie Oświęcimskiej. Albo na Westerplatte . Jako nową turystyczną atrakcję Zakopanego proponuję tym razem nie krzyż, ale świecącą makietę spodka (czyli latającego talerza) na Giewoncie. Ostatecznie może być to spodek neonowy. Oczywiście tuż przy krzyżu. Mógłby być symbolem pojednania międzygalaktycznego, czyli hołdem złożonym najeźdźcy z kosmosu, który moim zdaniem już jest pomiędzy nami. Mało tego, zielone ludziki posiadają już pełnie władzy w naszym państwie. Co widać po udanym procesie przeszczepiania, na nasz grunt pozaziemskiej kultury .

...............................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 08 sierpnia 2010 roku.

Krzyż jest pamięcią.

Dlaczego wokół krzyża jest tak gorąco? Skąd ci upojeni ludzie wznoszący nienawistne okrzyki, przeklinający, plujący i tratujący wszystko? Skąd ta nienawiść i zacietrzewienie? Czy porównywanie tego co się dziś dzieje pod krzyżem do Golgoty, a imprezującej warszawki do motłochu szydzącego i ironizującego z Jezusa jest trafne? Pokusa aby się utożsamiać z obrońcami krzyża jest wszak ogromna. Ale w końcu jest to miejsce publiczne. Miejsce przed siedzibą prezydenta laickiego państwa. Będę się głośno zastanawiał. Obseniczne gesty przeciwników krzyża w tym miejscu, i krzyża w ogóle , obecność wszystkich wrogów wartości ktorzy tam się zebrali i ferują hasła o wolności i tolerancji, nie jest przypadkowa. To miejsce jest dziś zarzewiem. Tam oprócz tych którzy wiedzą po co tu przyszli, gromadzą się też wszyscy sfrustrowani i nieszczęśliwi. Ci tańczący i grający w kółko i krzyżyk są nie tylko upojeni alkoholem i narkotykami. Są nie tylko metaforycznie, ale rzeczywiście opętani, i zindoktrynowani przez media służące poprawnym. Czy to się może dobrze skończyć? Nie, to nie skończy się dobrze, skoro policja nie interweniuje mimo, że w innym przypadku już dawno spacyfikowałaby tego rodzaju zachowania jak picie w miejscu publicznym, oddawanie moczu czy znieważanie symboli religijnych. Argumenty harcowników, że my możemy robić co chcemy, skoro oni się mogą modlić jest absurdalne.
Dlaczego policja nie interweniuje? Dlaczego szybko nie zrobiono choćby tablicy z napisem "tu stanie pomnik". Przecież taką rzecz można by wygrawerować i ustawić w godzinę? O co chodzi?!
Chodzi o to, że ten krzyż, właśnie ten krzyż, i w tym właśnie miejscu, nie żaden inny, gdzie indziej, jest znakiem pamięci. Pamięci o Smoleńsku i symbolem Prawdy. Nie tej prawdy jednostkowej, która jest kłamstwem, nie prawdy relatywistycznej i prawdy pragmatycznej, ale Prawdy w ogóle. Prawdy, która widocznie jest dla dziś rządzących niewygodna. Ale nie zmienia to faktu, że jest Prawdą. Ci którzy mówią, że nie warto kruszyć kopii, bo to tyko krzyż, nie mają racji. To jest coś więcej niż krzyż. To jest nasza narodowa pamięć. Nasza historia i tożsamość. Ten krzyż jest znakiem, że jesteśmy jeszcze narodem. Nie chcę być złym prorokiem, ale przy takim podejściu rządzących musi polać się krew. Ojciec mój twierdził, że krew, i tak wcześniej czy później musiała się będzie polać. Dlaczego? Bo czerwona władza, która weszła na bagnetach, na bagnetach wyjść musi, mówił, nie ma aksamitnych rewolucji . Teraz nie jest już to takie pewne, czy ta władza wyjdzie, ale duża część narodu ma świadomość kto nami rządzi i znajdą się wśród nich i tacy, którzy będą gotowi poświęcić się dla idei wolnej Polski. Mimo ciągłego zohydzania i relatywizowania przez media takich słów jak Bóg, Honor, Ojczyzna. Teraz niestety Polska nie dzieli się na Nas i Onych. Im się udało przez dwadzieścia lat ogłupić i przeciągnąć wielu na ciemną stronę. Jezus powiedział Ja jestem i Drogą i Prawdą i Życiem . Więc wydaje mi się, mimo innego zdania prezentowanego przez część katolickich hierarchów, że to porównanie do Golgoty nie jest przesadzone. Tam, przed pałacem, rzeczywiście dziś jest najważniejsze miejsce w Ojczyźnie.
Bardzo ważną rzeczą jest aby ci którzy tam są dzisiaj i się modlą za Prawdę i za Ojczyznę, nie dali się sprowokować, wciągnąć w burdę. Abyśmy trwali.

..............................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 03 lipca 2010 roku

Ach, jacy jesteśmy pragmatyczni. (Rzecz - nie tylko - o polskiej rzeczywistości politycznej)

Mówi się, że cel uświęca środki. Po trupach do celu. Takich działań, a także ludzi którzy tak postępują, nie odbieramy pozytywnie. Także tego rodzaju działań nie określa się jako "pragmatyczne", bo słowo "pragmatyzm" nie ma pejoratywnego wydźwięku. W potocznym rozumieniu za pragmatycznego uważa się człowieka, który " twardo stoi na ziemi", czyli potrafi realnie ocenić możliwości swoje i innych, i dzięki temu skutecznie działa w granicach ... Właśnie w jakich granicach? Czy w granicach, zakreślonych pewną przyjętą kulturą postępowania, a może zasadami moralnymi? A gdyby tak się okazało, że pod wpływem filozofii pragmatyzmu "pewna" kultura działania wcale nie jest "pewna" tylko "zmienna"? Albo, że pod wpływem idei pragmatyzmu zasady moralne ulegają stopniowemu rozluźnieniu i to co było jeszcze nie tak dawno "nie do pomyślenia" w naszym postępowaniu, dziś jest standartem? Czy przypadkiem nie istnieje rozdźwięk pomiędzy potocznym rozumieniem słowa "pragmatyzm", a jego rzeczywistym znaczeniem. Pragmatyzm jako myśl filozoficzną można ująć w skrócie tak - "prawdziwe jest to co pozwala skuteczniej działać ". Bogiem a prawdą, to właśnie myśl pragmatyczna odsunęła prawdę religijną, jako idealistyczną, krótkim stwierdzeniem , że sądy naukowe są prawdziwe, ponieważ przyjmując, że to one są prawdą można bardziej skutecznie postępować. Czy pragmatyzm nie przeczy samemu sobie? Przecież w wymiarze jednostkowym, grupowym, albo krótkoterminowym się sprawdza. Pozwala jednostkom bardziej przebojowym (mniej asekuracyjnym, albo też i bardziej bezwzględnym) w zdobyciu przewagi nad konserwatystami, trzymającymi się zasad. Filozofia celu jest bowiem, jak się okazuje, przeciwna filozofii zasad. Osoba nakierunkowana na cel, niejako z założenia musi łamać zasady. Łamiąc zaś stare zasady, ustala nowe, przesuwając granice tego co wolno coraz dalej. Praktycznie bez granic. Dopóki filozofia pragmatyzmu pozostaje pragmatyzmem filozoficznym nie jest groźna. Tak samo jak marksizm zawarty w samym tylko w "Kapitale". Również pragmatyzm, dopóki tkwi w nim pierwiastek religijny twierdzący, że niewiara również jest wiarą, bo nakazuje wierzyć że "coś nie istnieje" , nie jest jeszcze groźny. Staje się nim kiedy wyrzuci się z niego (jako filozofii) elementy religii i metafizyki (powstaje wówczas z niego kierunek filozoficzny zwany instrumentalizmem), a nade wszystko wówczas, kiedy zastosuje się go w praktyce, a więc między innymi w polityce. Jak wiadomo z historii pragmatyzm wpłynął na tworzenie się faszyzmu. William James - twórca pragmatyzmu - uznawszy, że "pojęcia" nie odpowiadają rzeczywistości, że są tylko narzędziami działania, dopuścił do ich względności a więc uznał że manipulacja werbalna nie jest czymś nagannym. Tym samym zaakceptował erystykę, o której Michał Monteigny w swoich "Próbach" pisze tak >>Pewien retor w dawnych czasach powiadał, iż jego rzemiosłem jest >>rzeczy małe wydmuchiwać i czynić z nich wielkie" (...) w Sparcie oćwiczono by go rzemieniem, za to, że czyni rzemiosło z kłamliwej i oszukańczej sztuki (...) Ci którzy nakładają maski i barwiczkę białym głowom, mniej czynią złego : niewielka to strata nie oglądać ich w naturalnym stanie; tamci natomiast czynią rzemiosło z tego, by mamić nie nasze oczy, ale sąd, aby koszlawić i kazić samą istotę rzeczy.<< </p>

Wynika z tego, że pragmatyzm jest rzeczą o tyle nową, że pozwala w sposób naukowy uzasadniać istnienie nie tylko erystyki ale i demagogii, czyniąc z nich podłoże działania ludzi. I akceptując takie działanie nie tylko jako dopuszczalne, ale i pożądane . Dziwne wydaje mi się tylko, że odrzuciwszy faszyzm i marksizm, nie odcięto się od gleby która może je odrodzić. A jest nią właśnie filozofia pragmatyzmu. Nie wróży to dobrze na przyszłość. Wcześniej czy później, a właściwie już, powstaje coś jeszcze nie nazwanego, ale już bardzo groźnego. W każdym razie najistotniejsze dla nas jest mieć świadomość tego postępującego zjawiska. Nie tylko dostrzegać go we własnym działaniu (na ile ten artykuł jest pragmatyczny:), ale i znać jego rodowód i zasady według których działa. Dlaczego jeszcze pragmatyzm jest groźny? Dlatego, że prawda w pragmatyzmie jest relatywna. A więc nie istnieje. Dlatego, że zawsze można skuteczniej zadziałać, jeśli na przykład do dyskusji wprowadzi się zamiast argumentu młotek. A ponieważ relatywna prawda nie może być prawdą, trzeba uświadomić sobie, że "ten który twardo stoi na ziemi" nigdy nie może być nazwany pragmatykiem. Stać twardo na ziemi to trzymać się zasad. Inaczej zawsze znajdzie się ktoś kto takiego pragmatyka od niej oderwie . Choćby za pomocą sznurka. ...................................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 02 lipca 2010 roku

Mgła opada jak całun

Taka scena. Statki stojące na redzie u wodnych bram Gdańska, Gdyni, Szczecina. I przepływający obok nich cień małego samolotu, z którego pokładu filmowany jest ten obraz. Towarzyszy temu muzyka poważna i groźnie brzmiące słowa komentatora dziennika telewizyjnego. Ten widok stoi mi przed oczami, kiedy przypominam sobie koniec sierpnia 1980 roku. Koniec wakacji. Przy okazji przychodzi mi także do głowy tekst piosenki "Lombardu". Konkretnie ten dwuwers w którym: >> spiker cedził ostre słowa, od których nagła wzbierała złość <<. Ale jak przypomniam sobie, mnie wówczas nie ogarniała żadna złość. Raczej lęk. Przed tym co nadejdzie. To znaczy, przed tym wielkim niewiadomym, czymś co ma się wydarzyć.</p>

Na ten obraz nakłada mi się inny. Wcześniejszy. Jest 16 października 1978 roku. Pierwsze słowa które padają z ust nowo wybranego papieża brzmią: >> Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chyrystusowi! <<. Te słowa jednak są zagłuszone przez emocje. Szaloną radość z tego, że mamy swojego papieża . Wówczas nieważne jest to co mówi. Ważne, że jest. Teraz wiem, że to jednak te słowa, które wówczas powiedział były najistotniejsze. Ale ja wówczas tego nie dostrzegam.</p>

Kiedy dzisiaj myślę o tych dwóch krótkich zdaniach wypowiedzianych przez Jana Pawła II, przychodzi mi na myśl jeszcze jeden epizod. Tym razem z Ewangeli .Scena, w któr Jezus przywraca wzrok ślepcowi w Betsaidzie. Oczy niewidomego nie otwierają się od razu. Najpierw widzi zaledwie zarysy. Mówi: >> widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa <<. Dopiero kiedy Jezus ponownie kładzie ręce na jego oczy zaczyna widzieć "jasno i wyraźnie". </p>

Jak z tym jest? Czy to reguła, że nie rozumie się faktycznego znaczenia usłyszanych słów, że nie dostrzega prawdziwej istoty wydarzeń, nie docenia ludzi, którzy żyją równolegle do nas? Czy jest tak, że tylko przeczuwa się wagę jakichś spraw, ale świadomość znaczenia przychodzi dopiero później? Kiedy wszystko układa się w pewną całość? Czy dopiero z dystansu jesteśmy w stanie poznać rzeczywiste znaczenie słów, wagę zdarzeń, wielkość ludzi? A jeśli od pierwszego momentu widzi się, że jest to rzecz tak istotna, tak nieprawdopodobna, że nie można się z niej otrząsnąć. Czy można się pomylić co do jej znaczenia? Konkretnie? No, gdy jest na przykład tak jak w tym przypadku, gdy wciąż - niezależnie od tego, gdzie jestem i o czym myślę - staje mi przed oczami jeden tylko obraz: wielkie wysypisko śmieci, pełne różnych elementów - foteli , bagażu, kawałków samolotu, fragmentów ciał . Taki ogromny śródleśny śmietnik. I powraca pytanie - kto ich chciał wyrzucić na śmietnisko historii? I jeszcze ta wygięta blacha z białoczerwoną szachownicą, przysypana okruchami ziemi. Jak otrząsnąć się z tej wizji ? Jak wyzwolić się od niegj? Po 10 kwietnia nie mogę słuchać śmiechu kabaretów, głupich dowcipów; z obrzydzeniem patrzę jak "nienasyceni" za wszelką cenę pragną posiąść całą władzę, sprawiając wrażenie, że nie cofną się przed niczym. Czy takim przełomem dla nas wszystkich, jak pierwsze słowa Jana Pawła II skierowane do wiernych, jest tragedia smoleńska? Od pierwszych minut, kiedy tylko dowiedziałem co się wydarzyło, mam nieodparte wrażenie, że tak. I chociaż główni celebryci w mediach, już dawno odtrąbili koniec żałoby, marketingowcy wykorzystują to wydarzenie w reklamach piwa i telefonów, a cyniczni prześmiewcy szydzą z niego, i z tych którzy głęboko odczuwają tragedię - ja czuję że tak. I choć "wielkie medialne autorytety" podsumowały już dawno i krótko, że byliśmy żałobnikami przez trzy, może pięć dni, ale przecież się otrząsnęliśmy, bo nie można wiecznie rozpamiętywać jakiegoś tam wypadku, ja czuję coś innego. Czy tylko ja? A co jeśli się nie otrząsnęliśmy ? Jeśli wciąż czujemy ucisk tej tragedii jak wielki rdzewiejący gwóźdź , który tkwi nieustannie w gardle? Nie. Myślę, że nie tylko ja tak to czuję. Wciąż przecież napotykam nowych ludzi, którzy nie mogą się pogodzić z procesem wyjaśniana tej sprawy. To jest tłum, który nie topnieje. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że prawda o tym wydarzeniu, a właściwie coraz dłuższa lista pytań, kwestionująca wnioski płynące z rosyjskiego śledztwa dociera do coraz większej ilości ludzi. Pytania gromadzą się nad rządzącymi jak wielka gradowa chmura. Wątpliwości narastają lawinowo. Dyskusja jest coraz bardziej rzeczowa. Czy nie ogarnia całego kraju? A ci którzy jej nie słyszą? Ci po prostu nie chcą jej słyszeć. Może się boją prawdy, a może są tak zasłuchani w pochlebstwa klakierów, że nic innego do nich nie dociera. Nie wiem. W każdym razie wciąż słyszę głos Ojca świętego: >>Nie lękajcie się. Otwórzcie drzwi Chrystusowi.<< Otwórzcie drzwi Prawdzie. A więc to Prawda ma nas wyzwolić? Czy zawsze jest tak, że gdy ludzi ogarniają ciemności kłamstwa, ci w naturalnym odruchu kierują się ku światłu?<br /> Czy tak rodziła się "Solidarność" w 1980 roku?

...............................................................................................................................................

Opublikowano 26 czerwca 2010 roku

Wydarzenia na placu Uzurpatorów.

Coraz mniej rozumiem z tego co się dzieje. Niezrozumiałe dyskusje, agresja, która w sumie nie wiadomo skąd wypływa. Jakieś prawdopodobnie żarty, bo niektórzy się z tego śmieją. Czuję się jak mój świętej pamięci stuletni dziadek, który rok przed śmiercią, stwierdził że czas umierać bo nikogo nie zna i nic z tego co się dzieje nie rozumie. Ja też nie rozumiem. Otacza mnie wirtualna rzeczywistość. Nie pojmuję na przykład jak można tak olać totalnie tragedię smoleńską. Jak można przejść nad tym do porządku dziennego. Jak można poruszać sprawy jakichś dziwnych wydarzeń, powtarzać słowa wyrwane z kontekstu, krążyć wokół historii których nie było, albo o których nikt nie pamięta, i które nie mają żadnego znaczenia, a nie rozmawiać o odpowiedzialności tego rządu za wysłanie tylu ludzi na śmierć pod Smoleńsk. Gdyby to nie była realność, to należałoby to zakwalifikować do równoległej, paranoidalnej i sztucznej rzeczywistości, zrodzonej w głowie jakiegoś grafomana z trwałym uszkodzeniem płata czołowego i szyszynki. Ale to nie jest najbardziej absurdalne. Najbardziej nieprawdopodobne jest to, że ci odpowiedzialni za śmierć prawie całej elity, nadal rządzą tym krajem. Nawet ten, który był bezpośrednio odpowiedzialny za lot, za jego zabezpieczenie. Nawet on nie podał się do dymisji. Już nie wspomnę o premierze, któremu nie tylko nie zależy kto prowadzi śledztwo i według jakich procedur jest prowadzone, ale który podszedł do tego jak do niegroźnej stłuczki przy placu Uzurpatorów. Jakby był z innej planety. Opowiada z marsem na twarzy jakieś wierutne bzdury, a zamiast kierować sprawami państwa prowadzi kampanię prezydencką. Ma czelność o swoim kontkandydacie mówić, że pragnie zdobyć władzę bazując na fundamencie kłamstwa. On to mówi? Ten najbardziej zakłamany ze wszystkich mi znanych . Ja domyślam się, że to wszystko jest gra. Nieudolne aktorstwo, gorsze niż to klanowe . Jakiś koszmarny serial z garunku political fiction, chyba jednak nie reżyserowany ani przez Wajdę ani Holland. Raczej makabryczny, nienawistny żart wygenerowany przez Majewskiego. Tyle że ja nie rozumiem żartów, które nie rozróżniają rzeczywistośc i prawdziwej śmierci, od wkręcania. Nie trawię dowcipów w których nieuczestniczenie może zakończyć się śmiercią. Najbardziej z tego wszystkiego przerażają mnie telewidzowie. Ci otumanieni ludzie o których nie można już chyba mówić społeczeństwo. Ubezwłasnowolnieni ludzie. Polscy zombie. Patrzący obojętnie na śmierć, swoich obrońców. Nie umiejący zadać sobie najbardziej podstawowych pytań. Kim my jesteśmy do diabła ?

...............................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 07 czerwca 2010 roku

Wyzwanie dla profesjonalistów

Patrząc na działania rządu po katastrofie smoleńskiej, podczas tegorocznej powodzi, oraz na forum międzynarodowym dostrzegam, że tak naprawdę to ten rząd jest dobry wyłącznie w działaniach public relation. W rzeczywistości to są ignoranci. Pomyślałem sobie po przeczytaniu dziś rano wywiadu w Rzeczpospolitej z gen. Petelickim, że aby ci ludzie odeszli w niebyt, naprawdę trzeba niewiele. Żadnych manifestacji, seansów nienawiści, spektakularnych akcji "zabierz komuś tam dowód" . Wystarczy odrobina cierpliwości. I spokój. Wystarczy posłuchać tego co sami mówią. Te słowa premiera " zapamiętajcie kto, co spieprzył" jest bardzo dobrym hasłem. Ich brak profesjonalizmu widoczny jest na każdym kroku. Wcale nie trzeba udowadniać im powiązań agenturalnych z wywiadami obcych mocarstw , z dawnymi siłami specjalnymi. Wystarczy pokazać jak naprawdę działają. Według klucza - co powinni zrobić, co mogli zrobić , co zrobili i jakie są tego skutki. Dzisiejszy wywiad z Petelickim mam nadzieję, otwiera długą serię wypowiedzi fachowców na temat ich działań.
Mam tylko ogromną nadzieję, że ktoś nakręci film zaczynający się od ich spotów wyborczych z 2007 ( czy ktoś to ma zapisane ?) Jeszcze stoi mi przed oczyma ta radosna służba zdrowia (ostatnio pocałowałem klamkę na pogotowiu), ci powracający do kraju młodzi ludzie, te baseny dla dzieci. A zakończyć ten film wydarzeniami z 2010 . Nic więcej nie potrzeba. Trzeba ten elektorat, który oni tak ogłupili - uświadomić na kogo głosował. Chociaż po ostatniej wizycie p.o. prezydenta w Londynie widzę, że ten ich, sprzed trzech lat, elektorat już wie. Żadnych nerwów, grubych słów. Należy tylko spokojnie wykazywać ich nieprofesjonalizm. Rozliczyć się z nimi tak, jak ze złym, pracownikiem, który narobił ogromnych szkód, będąc przez nas przyjętym na stanowisko o kilka grup powyżej swych kompetencji. Każdy może się pomylić tym bardziej, że CV mieli kapitalne i do rozmowy kwalifikacyjnej ktoś też ich perekcyjnie przygotował.
No cóż czas na rozmowę. Czas na podsumowanie umowy o dzieło. ...................................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 06 czerwca 2010 roku.

Zapamiętajcie kto co spieprzył.

Te słowa premiera słyszałem w telewizji. Artykuł ten jest odpowiedzią na jego apel.
Mój problem to pikuś w porównaniu z zalanymi domami, osuwiskami i utraconym dorobkiem całego życia. U mnie w tym roku tylko (trzykrotnie wprawdzie) wybiły w piwnicy sanitarne studzienki. Pewnie bym o tym nawet nie wspomniał , gdyby nie znaczenie symboliczne tego zjawiska jakim jest - zalew g.w.a.
Jeszcze przy pierwszym zalaniu przytargałem pompę, kopałem jakieś rowy, latałem po sąsiadach, dzwoniłem, znajomi znajomych uruchamiali znajomości w wydziale kanalizacji i ... g.w.o to dało.
Teraz siedząc poziom wyżej nad schnącymi fekaliami postanawiam sięgnąć do źródeł historycznych.
Skąd się wzięło g.w.o. Monografia.
Wynurzyło się oto nagle z cofającej kanalizacji, ta zaś przygnała ku mnie swe nurty od rzeki, zalewającej dolną część miasta. Czy nie powinienem być zatem szczęśliw, i siedzieć cicho, zacierając łapki, że to nie mnie dotknęło nieszczęście całkowitego zalania? Że mogę tak oto sobie po prostu siedzieć na suchym i oglądać TV ? Nie. Zanim g.w.o przyschnie będę o tym pisać.
Zaczęło się to wszystko jeszcze w 2007 roku. Dokładnie w sierpniu . Rząd Jarosława Kaczyńskiego przygotował wówczas listę kluczowych inwestycji, które miały być finansowane ze środków unijnych. Było ich 420, a ich wartość opiewała na ponad 44 mld zł. Był tam między innymi projekt dla środkowej Wisły o wartości 200 mln euro, który miał chronić tereny pięciu województw. Był projekt obwałowywania Wisły od Koszyc do Płocka, umocnienie i naprawa wałów. Była zaplanowana naprawa zbiornika na Nysie Kłodzkiej.
Środki na ten cel są w unii priorytetem i w większości na pewno zostałaby przyznane gdyby o nie wystąpiono. Niestety 1 lutego 2008 roku pani minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska (już rządziło PO) wykreśliła z listy inwestycji strategicznych projekty o wartości prawie 33 mld zł.
W województwie opolskim i podkarpackim nie ostał się ani jeden projekt. Podkarpacie - rozumiem - moherowy matecznik, ale opolszczyzna?
W dniu 4 czerwca 2010 roku, w 21 rocznicę wypadków na placu Tian'anmen zalało Jasło. Tymczasem dwa lata i cztery miesiące wcześniej, Stanisław Pankiewicz wójt gminy Jasło mówił reporterowi Rzeczpospolitej – Rząd chyba woli płacić potężne pieniądze na zwalczanie skutków powodzi i dalej narażać mieszkańców na niebezpieczeństwo, niż zapobiegać takim kryzysom . http://www.rp.pl/artykul/90126_Wielki_bunt_samor... To były prorocze słowa.
Kiedy w lutym 2008 dotarła do mnie informacja o tym, że wszystkie inwestycje ekologiczne w moim regionie z listy indykatywnej zostały wstrzymane towarzył temu komentarz, że jest to zemsta platformy na ludziach, za to jak głosowali na podkarpaciu.
Ten artykuł piszę, bo już mało kto o tym pamięta. Ludzie u nas mówią że - i jedni i drudzy są siebie warci. Że myślą tylko o żłobie. Że i jedni i drudzy rządzili i nic nie zrobili. A nie pamiętają jednego, że platforma przecież zrobiła - usunęła wszystkie nasze projekty z tej listy. Uniemożliwiła nam obronę przed wodą. Ci z PiS, którzy byli w te sprawy zaangażowani - najmocniej krzyczeli - Krzysztof Putra i Grażyna Gęsicka, http://www.szczypinska.pl/?p=714- już się w tej sprawie nie odezwą. Dlatego ja, z brzęczącymi w pamięci słowami mego premiera, póki jeszcze całkiem nie zalało mnie g.w.o, wołam z głębiny, przypominając jego wielkopomne słowa - "Zapamiętajcie kto, co spieprzył". Ja zapamiętam. A gdybym zapomniał, przypomninać mi będzie te słowa kloaczny zapach dochodzący z mojej piwnicy. Gdyby ktoś chciał sobie odświeżyć pamięć - zapraszam serdecznie.

...................................................................................................................................................

Opublikowano na niepoprawnych 04 czerwca 2010 roku

Polska. Wielki eksperyment.

Doprowadza mnie prawie do szaleństwa to, co się nadal dzieje w mediach. Jakby w Polsce nic się w tym roku istotnego (nie mówiąc już tragicznego) nie wydarzyło, poza defiladą gumowych penisów, i charytatywnym koncertem jaśnie pana Komorowskiego na drumlę i dwie stare kobzy w Pałacu na wodzie. Faszeruje się nas wciąż głupimi reklamami i trzepie się siwą od kłamstwa pianę. Za komuny nazywało się to ekstremalną demagogią. Czy eksperymentatorzy - ci pożal się Boże magistrowie PR - uważają, że jesteśmy dwuzwojowymi praprzodkami neandertalczyków ? Albo przynajmniej czy wypróbowywali przed nami swoje sztuczki na ryjówkach ? Pewnie nie, bo na moim pudle jest z tyłu napis "Not tested on animals".
Chciałoby się krzyczeć w reyowym stylu : "Wała. Niechaj narodowie wżdy postronni znają iż Polacy nie ptacy i rozsądek mają", ale nagle język kołowacieje i przysycha do zębów. Czy aby jeszcze w swej większości mają?
Trwa festyn próżności. Rechotanie, gulgotanie. Karmienie zmysłów, impulsowa sprzedaż seksu oraz plotek. Wojewódzki turniej ciężkich dowcipów. Pawie na wybiegu. Drażnienie sił pożądania. Do porzygania. Heroiczne kabarety szydzące z poprzedniego rządu. W sumie może i racja. Ten obecny jest rządem grabarzy. Zupełnie nie ma się z czego śmiać. Chyba że ktoś ma iście wisielcze poczucie humoru. Ale kabaret schlebiający rządzącym jest tak samo niesmaczny jak szynka po kaszubsku marynowana w wodzie zrobionej z mózgu.
Śmieszni bywają natomiast teoretycy prywatyzacji, którzy nie widzą związku mediów z rządzącymi. Z przekonaniem usiłują nam wciskać, że to coś zupełnie innego. Nie ta sama grupa interesów, nie ta bajka. Szanowni Państwo. Toż nie trza wcale być krytykiem teatralnym aby wyczuć ten sam lekko od topora przyciosany styl nadętego salonu. Ta sama reżyseria i choreografia widoczna zarówno w baletowym kroku PO prezydenta kroczącego po wałach co u uczestników programu "Tańcz z pyszałkami" .
W prywatnych telewizjach przeprowadzana jest na żywo operacja - będąca szczytem osiągnięć chirurgii - bezinwazyjna sterylizacja umysłu przez otwór w uchu i oko.
Jest tylko jedno wytłumaczenie tego zjawiska. Jesteśmy poddawani nieludzkiemu eksperymentowi, który ma dać odpowiedź na kilka pytań. Jak daleko można się posunąć w odczłowieczaniu społeczeństwa? Czy można temu motłochowi (tzn. nam) wcisnąć wszystko? Czy pozostałych można skorumpować, a tych szczególnie opornych eksterminować bez wywoływania sprzeciwu u pozostałych ?
To nie przesada. Eksperyment, któremu jesteśmy poddawani ma z nas zrobić stado bezmózgich golemów. Widzę ich coraz więcej wokół siebie. Czasami nawet w lustrze. Eksperyment trwa nadal. ..................................................................................................................................................

Opublikowano na"Niepoprawnych" 02 czerwca 2010 roku

Przecież znamy prawdę

Czy nienawiść, zajadłość i kłamstwo nie jest orężem tchórzy?
Najprościej byłoby odpowiedzieć nienawiścią na nienawiść. Tyle, że my nie mamy powodu aby się lękać. Nie mamy żadnego powodu by nienawidzić. My znamy Prawdę.
Ci którzy Ją znają nie czują ani lęku ani wściekłości, z tego powodu, że nie ujawnia się prawdy o Smoleńsku. Nie zapomnieli o starej zasadzie, o której tamci także wiedzą doskonale, i którą perfekcyjnie stosują, a która mówi, że największy jest lęk przed nieznanym. Stąd ten zamęt, wprowadzanie niepokoju, tysięcy wersji i wątków, tez podrzucanych przez agentów obcego wywiadu.
Choć trzeba to przyznać - manipulatorzy chcąc wprowadzić nas w stan niepewności i lęku sami doskonale wiedzą czego się boją. Dlatego strasząc nas, wprowadzając w stan niepewności, chcą abyśmy siedzieli zobojętniali w naszych domach. Zobojętniali, przestraszeni albo znieczuleni. Chcą abyśmy - jeśli już zdecydujemy się na kontestację - myśleli "moim protestem niech będzie milczenie i obojętność". Chcą abyśmy zwątpili w swoje racje. Oni mają jeszcze nadzieję, że uda się nad nami zapanować. Że to wszystko co stało się po 10 kwietnia, to był tylko chwilowy impuls, egzaltacja motłochu.
Tymczasem my przecież nie mamy czego się lękać. W co wątpić. Bo znamy prawdę o tragedii smoleńskiej. Znamy Prawdę.
Niech miotają się ci, którzy chcą coś ukryć, których sumienie szczęka o żelazne zęby. My przecież dobrze wiemy, że aby zwyciężyć, wystarczy ta wewnętrzna radość, która nas przepełnia kiedy mamy świadomość, że postępujemy właściwie. My czujemy, że idziemy tam dokąd iść powinniśmy. Nawet jeśli idziemy w kondukcie. Ale idziemy razem. Nie idziemy każdy z osobna w tym samym kierunku jak oni, ale idziemy wspólnie. Różni nas właśnie to poczucie wspólnoty, którego oni nie są w stanie doświadczyć. To nam daje pewność i spokój. To jest nasza Prawda.
Nie ma sensu przekonywać tych zadufanych, do niczego. Jedyna rzecz, która może im pomóc to nasza wyciągnięta ręka. Ciepły uśmiech na ich zajadłość. Nasza spokojna pewność, że i tak poznamy całą prawdę mimo ich matactwa. To nie ma ich rozjątrzyć, ale skłonić do zastanowienia. Najważniejsze aby zapytali - z czego wynika ich spokój? Z czego czerpią tę radość? Tę przychylność do siebie ? Skąd u nich ta wiara ?

..............................................................................................................................................

Opublikowano na "Niepoprawnych" 28 maja 2010 roku

Nowe śledztwo smoleńskie zostanie wszczęte w 2076 roku?


Nie chciałbym być złym prorokiem, ale jako prawnik (zresztą były pracownik prokuratury), mogę stwierdzić na podstawie dotychczas prowadzonego śledztwa, oraz wypowiedzi rzecznika prokuratorii, że nie jest ono w stanie doprowadzić do rzeczowego wyjaśnienia zdarzenia zwanego "katastrofą smoleńską". Pomijając już błędną podstawę prawną według, której prowadzone jest to "międzypaństwowe" śledztwo, należałoby przyjrzeć się osobom w nim "uczestniczącym" ze strony Polski. Uwaga! Fakt nie podnoszony dotychczas - należałoby sprawdzić czy komórka prokuratury wojskowej ds. katastrof lotniczych nie została przed katastrofą, zlikwidowana ze względów oszczędnościowych. Czy "specjaliści", którzy polecieli do Rosji nie są czasem prokuratorami wojskowymi o specjalności ogólnej? Z moich informacji, których jednak nie mogłem zweryfikować gdyż nie mam dostępu do informacji wojskowych - wynika, że tak właśnie jest. Tymczasem różnica pomiędzy prokuratorem wojskowym, a prokuratorem wojskowym - specjalistą od katastrof lotniczych jest taka sama ( w posiadanej wiedzy specjalistycznej) jak pomiędzy aplikantem prokuratury rejonowej, a adwokatem specjalistą od spraw gospodarczych. Mówiąc jeszcze prościej - jak pomiędzy kierowcą a kierownikiem. Niby to samo, a coś zupełnie innego. Jeśli więc mamy niewłaściwą podstawę prawną, osoby o niewłaściwym przygotowaniu prowadzące , przepraszam - biernie uczestniczące w czynnościach - możemy mowić, jeśli dobrze rozumiem, o braku właściwości nie tylko rzeczowej ale i paradoksalnie również - miejscowej - prowadzonego postępowania przygotowawczego . Co z tego wynika? A to, że wyniki śledztwa będą musiałby być uchylone , a postępowanie przeprowadzone ponownie. Gorzej jeśli nie będzie juz wszystkich dowodów rzeczowych. Wcześniej czy później zostanie więc wszczęte nowe śledztwo, dokonane zostaną ekshumacje, zbadane zostaną próbki ziemi z miejsca wypadku, dokonane zostaną szczegółowe oględzin zachowanych elementów samolotu, przejrzane zostaną protokoły przesłuchań, nowi śledczy przeprowadzą konfrontacje osób składających zeznania, zostaną przejrzane wszystkie materiały opublikowane w sprawie tego zdarzenia. Określone zostanie kto i w jakim zakresie ponosi winę za preparowanie fałszywych dowodów, kto i dlaczego był zainteresowany w nakierowaniu śledztwa na fałszywą trajektorię (to taka metafora w rodzaju tej co onigiś znaczyło "fałszywe tory"), będzie trzeba zwrócić się do NATO o pomoc prawną w postaci udostępnienia posiadanych dokumentów, określić trzeba będzie kto jest winien zaniedbań w przygotowaniu i organizacji wylotu. I czy było to tylko niedbalstwo. Naświetlone zostaną wszystkie aspekty zdarzenia. Niech nikogo nie niepokoi to, że obecnie wszystko dzieje się jakby ktoś umyślnie zacierał ślady . PO prostu, wynika to z sytuacji geopolitycznej, ale jak wiemy doskonale wszystko się zmienia. Istniejący obecnie układ sił nie zezwala na wyjaśnienie wielu rzeczy, ale to wszystko do czasu. Ponieważ nie jesteśmy w stanie zmienić tego układu z dnia na dzień, należy - jak to wcześniej już sugerowali na tej witrynie FYM, Łażący Łazaż czy PiotrCybulski - stworzyć archiwum , bazę danych i zbierać materiały o Smoleńsku. Wszystkie oświadczenia prasowe, zeznania świadków (bezpośrednich i pośrednich), fotografie, filmy . Tak . To są dowody rzeczowe. Nie możemy sobie tłumaczyć, że tylko dlatego, że je czytaliśmy wczoraj one istnieją i istnieć będą. To nas nie zwalnia od działania. One istnieją tylko dziś, jutro mogą być przekształcone, podmienione, usunięte, zmanipulowane. Jutro może ich nie być. Należy więc kopiować materiały, umieszczać na różnych nośnikach (papier, dyski) i zbierać. Nie chodzi oczywiście o wszystkie materiały , pseudodywagacje i quasiteorie, ale o filmy, fotografie, relacje świadków i osób kontaktujących się ze świadkami bezpośrednio (np. dziennikarzy którzy przeprowadzali z nimi wywiady) relacje osób mające kontakt z dowodami rzeczowymi , z miejscem zdarzenia . Jednym słowem wszyskie dowody bezpośrednie. One jak wiemy (ubrania, przedmioty) znikają lub ulegają rozproszeniu. Świadkowie zapominają sami lub ktoś im pomaga zapomnieć. Mnie na przykład nie udało się nigdy obejrzeć filmu transmitowanego ponoć przez tvn z zatrzymania dyspozytora lotu w Smoleńsku. To są dowody które trzeba zbierać. Nowe śledztwo równie dobrze może ruszyć w 2011 roku jak w 2076. Nie możemy tej sprawy bagatelizować. To co wydaje nam się oczywiste dziś, wcale takie nie będzie za kilka miesięcy, nie mówiąc już o latach. Jest wielu ludzi którzy zaczęli już nad zbieraniem danych pracować - polecam np. stronę http://sites.google.com/site/katynii/ , ale to za mało. Musi powstać strona na której każdy jej użytkownik będzie mógł wskazać materiał, który po zweryfikowaniu zostanie przyporządkowany do właściwej grupy i przeniesiony na inny nośnik lub kilka innych w różnych miejscach. Musimy to zrobić, dopóki wszystko jest jeszcze świeże . Dopóki do wszystkich materiałów możemy jeszcze dotrzeć. W pojedynkę nic nie zdziałamy . Należy zaktywizować do tej akcji Ruch 10 kwietnia . Przepraszam, że nie wgłębiam się w temat i piszę bardzo szkicowo, to co mi na szybko przychodzi do głowy, ale czas nagli . Deklaruję, że jestem gotów przyłączyć się do każdego sensownego projektu tego rodzaju, jeśli taki już istnieje lub przedyskutować ze zdecydowanymi i konkretnymi osobami powstanie takiej bazy.