litery wykute z kamienia wygładzone miękką powieką deszczu piją wodę
od ust odrywa się ostatni strzęp powietrza
krzyk
i cisza dalekie strzały dochodzące jak spod tafli jeziora obce słowa unoszące się wolno w gęstniejącym powietrzu
przed nimi wysoka ściana deszczu ściana płaczu
kiedy dosięgną ich pojedyncze krople usłyszą jak ze zgrzytem otwiera się stalowy tunel
oko ucieka w głąb czaszki w poszukiwaniu światła
gałęzie falujące pod wodą falujące lasy
czy jest gdzieś taka szczelina którą można wyjść na ścieżki porażone korzeniem sosny pnie chropawe nietknięte pazurem
coś czai się jak salamandra krzyczącymi plamami na darni tylko echo odpowiada na pytania
oni nie są już z tego czasu
nad nimi biała ważka rozwiera gilotynę skrzydeł
litery zamieniają się w piasek łkają w klepsydrach
z pnia brzozy ze zwęglonej kości wyłania się powoli niezmącony sens
dalej >>>> ..............................................................................................................................................