dobre-nowiny.pl
gorący temat
publicystyka
uważamrze
poezja nic nie może
podnieśmy się w końcu
dlaczego sprawa smoleńska boli nas i upokarza
recenzje i szkice
blog
mowa wiązana
telewizja dobre nowiny
listy do tytusa
tomik dobre-nowiny.pl
uwaga agent
kolaboracja
list otwarty do p. Jana P
kazania księdza Jerzego
różaniec za ojczyznę
niech zstąpi Duch Twój
świadectwa czasu
strony smoleńskie
przyjazne strony
krzyż
wycinki z prasy
o autorze
Stona Jagódki
baner
     
 



















Przez zieleń drzew przebija się różowe światło sodowych lamp. Księżyc widziany w ich poświacie, wiszący na końcu alei przybiera kolor krwi. Przywodzi mi to na myśl księgę Joela i słowa Apokalipsy Świętego Jana. Migotanie liści, stukot kół o drewniane podkłady mostu na Sole. Patrzę na rzekę, na wodę która zabliźnia się, rozdarta przez filar mostu. Samochód, którym jedziemy, cały skąpany w odmętach świętej nocy. Zadaję sobie pytanie jaki sens ma poetyckie opisywanie świata. Dzielenie się z innymi ludźmi swoim - jego widzeniem. Dochodzę do wniosku, że już nie ma. Po pierwsze prawie nikogo to nie obchodzi, po drugie inni robili to i robią lepiej ode mnie. No i po trzecie, najistotniejsze - liryczne opisywanie świata, czy tworzenie własnego poetyckiego kosmosu, po Smoleńsku straciło dla mnie sens. Nie po Auschwitz, nie po Katyniu, ale po Smoleńsku właśnie. Dlaczego tak? Bo to Smoleńsk, a nie Serebrenica czy Buchenwald otworzył moje oczy i uszy.
Dziś na wszystko patrzę pod kątem Smoleńska. Nic na to nie poradzę. Mam smoleńską obsesję. Kiedy wchodzę gdzieś, gdzie oglądają telewizję i popatrzę na jakąś głupią reklamę, albo spojrzę na fragment jakiegoś idiotycznego maratonu kabaretowego - natychmiast ogarnia mnie wściekłość. Jak można żartować czy opowiadać jakieś duby smalone, zajmować ludzkie umysły bzdurami, kiedy nie odpowiedziano na podstawowe pytania w sprawie smoleńskiej? Tymczasem okazuje się, że można. Można je przysłonić byle jakim brezentem, otoczyć kordonem, zaszumieć, zamazać, wyciąć, zakłamać, przegadać. Okazuje się, że można także krzyknąć dowolne hasło - jedziemy po szczątki samolotu, przyspieszamy śledztwo, ogłaszamy raport. I... dalej nie wyjaśnić nic, albo wykonywać tylko ruchy robaczkowe. Doświadczenie mówi, że ludzie to łykną, bo ta gra pozorów, którą prezentują rządzący nie przekłada się bezpośrednio na ich życie. To znaczy ludziom wydaje się, że się nie przekłada, bo nie widzą związku przyczynowego pomiędzy swoim życiem, a tą tragedią. Nie potrafią zauważyć pogarszającej się sytuacji ekonomicznej i politycznej kraju w związku z tym zdarzeniem. Choć dla mnie jest to jasne i oczywiste. Niestety kiedy patrzy się przez podszewkę własnej kieszeni i w perspektywie od pierwszego, do pierwszego to wiele rzeczy umyka z pola widzenia. Tymczasem śledczy pochylają się uważnie nad kserem z ksera procedur lądowania na pasie, czy nad trzecim remiksem ścieżki dźwiękowej z kabiny pilotów. Albo najpoważniej na świecie dyskutują nad wytrzymałością drewna i metalu. To jakaś kpina. Kpina nie tylko ze śledztwa ale i ze zdrowego rozsądku. Kpina w nasze żywe oczy.
Jeśli nie Smoleńsk, jeśli nie tajemnicza śmierć 96 osób, to co nas w takim razie może jeszcze poruszyć? Jakie znaczenie może mieć cokolwiek, kiedy jutro może stać się to samo ze mną, z Tobą, z kimś z naszych najbliższych. Nie łudź się, że w Twoim przypadku będzie inaczej. Gdyby to Tobie zdarzyło się to co rodzinom smoleńskim, albo choć najbliższym Krzysztofa Olewnika to ludzie najwyżej popatrzyliby na ciebie przez krótką chwilę, jak na dziada proszalnego z wykręconą nogą, a potem poszliby dalej, do innej budy, przy którym jakaś kreatura przebija sobie sztyletem język. Nie wiem jak Ty, ale ja nie chcę aby ktoś z mojego życia robił jarmark. Więc będę wciąż mówił o Smoleńsku. To jest nie tylko obsesja. Bo jak już wspomniałem jest to wydarzenie które otworzyło mi oczy.
Kiedy mówię o Smoleńsku to nie chodzi mi już nawet czy tam był zamach czy nie. Zrozumiałem bowiem nagle, jak śmieszne były moje dywagacje i poszukiwania prawd ostatecznych, skoro stanąłem nagle bezradnie wobec wydawałoby się zwykłej, ziemskiej prawdy. Jaki ma sens rozważanie głębszych tematów egzystencjalnych, czy filozoficznych skoro nie jesteśmy w stanie (nie chcemy) wyjaśnić rzeczy tak wydawałoby się prostej jak to - co tam się właściwie stało. Po co planować cokolwiek, na najbliższą nawet przyszłość i szczycić się jakimikolwiek osiągnięciami, skoro nie potrafimy zapewnić bezpieczeństwa, najważniejszej osobie w kraju. Tak - to my zawaliliśmy. Skoro żyjemy w demokracji, i mamy wpływ na wybieraną władzę - to my jesteśmy odpowiedzialni za ich śmierć. I nie możemy na nikogo jej zrzucić.
Ja mam smoleńską obsesję i nie zamierzam się z niej leczyć. Wręcz jestem z niej dumny. I uważam właśnie za objaw nienormalności przejście nad Smoleńskiem do porządku dziennego. To powszechne rozkojarzenie, polegające na bezrefleksyjnym przerzucaniu się od jednego dziwu do drugiego. Dziś tematem dnia - bezdomne koty, jutro pikujący złoty. Przekrzykiwanie się przekupniów jak na jarmarku - "Kto tu przyjdzie nic nie straci, zobacz ministra bez gaci". A z drugiej strony, ktoś krzyczy : "dziwy w domu, ufo w polu, trup na każdym żyrandolu". To zagłuszanie rzeczy istotnych, albo kierowanie naszej uwagi na coś innego niż to co rzeczywiście powinno mieć dla nas znaczenie - te wszystkie sztuczki prestidigitatorskie - to są dla mnie symptomy ciężkiego stanu chorobowego. Ja w każdym razie zamierzam trwać przy tej jednej sprawie - sprawie Smoleńska - dopóki nie zostanie wyjaśniona na podstawie rzeczywistych, twardych dowodów.
Czy nie odnosicie czasem Państwo wrażenia, że obecnie wszystko usiłuje się podporządkowywać doraźnej polityce? Stworzyć nową, świecką narrację "niewolnika zabaw przyjemnych". Służyć ma temu nie tylko informacja, czy sama rozrywka, ale również próbuje się z wprząść w tą służbę badania naukowe czy historię. Kiedy zakończyłem wiersz wiersz Katyń II słowami - " z pnia brzozy / ze zwęglonej kości / wyłania się powoli / niezmącony / sens", ktoś zarzucił mi, że to zakończenie jest tak ogólne, że nic nie mówi. Ja zaś sądzę, że może ono być niejasne wyłącznie dla kogoś kto przyzwyczaił się traktować historię instrumentalnie. Dla mnie wydarzenie smoleńskie (jak zresztą cała historia ludzkości) jest dialogiem prowadzonym z Bogiem. Nie Słowem z przeszłości które czyta się w Biblii, ale Słowem Żywym, skierowanym do nas bezpośrednio.
Ale pomińmy informację, rozrywkę, naukę czy historię. Czy również literatura począwszy od ubiegłego wieku, nie służy kłamstwu? Ja uważam, że tak, bo albo go bezpośrednio wspiera, albo udaje (jak obecnie), że Prawdy w ogóle nie ma. " Prawda jest względna, subiektywna" głosi cała współczesna sztuka. Co to znaczy? Ano, że nie istnieje. A mnie taka poezja, twórczość... w ogóle cała ta współczesna "kultura kłamstwa" zupełnie nie interesuje. Życie na planecie blagi nie ma dla mnie sensu. Przybieranie masek, albo ukrywanie się za nimi - i to nieważne czy wynika to ze sztucznego napięcia skóry na twarzy, czy chowania się za metalowymi maskami samochodów - jest dla mnie czymś zdumiewającym i przerażającym. Nie chcę w tym uczestniczyć. Nie chcę uczestniczyć w niczym co służy oszustwu.
Właśnie dlatego odrzucam poezję. Co może ludzkie słowo, choćby poruszało najczulsze struny w umysłach innych ludzi? Historia dowodzi, że absolutnie nic. Więc czy warto zajmować się słowem? Ludzkim słowem?