za moim oknem panie
korowody różanych kobiet cieniutkich jak opłatek
unoszonych na północ
w splotach poroży
stworów spisanych według
ikon hieronima bosha
za mym oknem piękni trubadurzy pod transparentem tęczy
muzykę przenikliwą sączą
a słowa ich jakoby
flety zawodzące
pożądaj rzeczy świata tego
tudzież rząd
autorytetów medialnych
profesora mefisto
oraz wesoła
husaria z pawimi pióry
na bujanych konikach
pochód za oknem mym formują
...........................
żyję w jakowymś dziwnym pomieszaniu
snu i jawy
a język mój plącze się panie i wije
umykając pomiędzy ciernie
i krzewy
doliny gei hinnom
nie spotkałem wędrujących słupów ognia płonących krzewów
nie widziałem zstępujących synogarlic
ani nie słyszałem głosów
odzywających się z mocą pośród nocy
wciąż tylko wschody i zachody słońca księżyce otoczone krwawą aureolą
bażanty w klatce suchych trzcin
i małe powietrzne wiry
dane mi było też widzieć
wielkie cysterny chmur
roniące wody akuratnie na spragnione lasy
i zboże siwiejące
znużone blaskiem słońca
pod bożym miłosierdziem rozbijają kramy ciastko z dziurką, pierścionki, broń z kapiszonami - pośród wybuchów petard oraz wrzasków pawi - będą jutro sprzedawać . przed telebimami
klęczymy. chwała mediom za ich wieczną pogoń - wyścig o to kto pierwszy poda wieść o śmierci : - pani płacze? dlaczego ? przecież ojciec święty jest pogodny i pragnie żegnać się z pogodą?
módlmy się w wielkiej ciszy . fiat voluntas tua ... w przytomności najwyższej niech w skupieniu czuwa nasza miłość przy łóżku umierającego
kartkuję tryptyk rzymski . z słów ojca świętego ............................................................... mocno zapada we mnie cytat : "zatrzymaj się to przemijanie ma sens. ma sens... ma sens... ma sens..." 02.04.2005
stopy berniniego
podróż białych źrenic / po zimowym wybrzeżu śródziemnego nieba : // rozchylone usta alabastru / dopieszczone do ostatniego spazmu / ile ekstraktu jest w bólu ? / czułości w gwoździu wbijanym w stopę // w stawach struny brzęczącego dreszczu // ziarno po ziarnie przesuwają się żeliwne palce w skórzanej kapsule chłodu / na śniegu znaki / ktoś tu nawracał //
są światy
są światy nie większe od dziecięcego pokoju
mają kanarkowe ściany
usypia je pocałunek na dobranoc
budzi ciepła kula powietrza wokół pieca
są światy leżące w dolinie
pomiędzy cmentarzem i torami
osłonięte wysokimi drzewami
na których siadają wieczorem gawrony
są światy na które patrzysz z góry
kościoły i komin mleczarni który już nie dymi
szkoła od której prowadzi mleczna droga
usiana bańkami
są światy pełne białych plam
zmieniające kolory po naciśnięciu guzika
chodzą po nich umarli wachlując się od upału
i biega konik w słonecznych rajstopkach
wyłania
się z nocy pośmiertna maska / patrzy na mnie twarz / mówi / puste lata
/ wypełnione strachem / kim byłeś / oddycham płytko jakby wokół twarzy
była tylko cieniutka warstewka powietrza / wokół kamienne twarze /
otaczały mnie / a może to ja / ukazywałem kamienną twarz / wciąż inną /
nie mogłem przekroczyć kręgów zakreślonych na wodzie i piasku /
widziałem jak unosiły się w powietrzu niewidzialne mury / mimo to
szedłem / w kuli zbudowanej z obręczy / nie potrafiłem / zbliżyć się do
żadnego człowieka / mój język był zbyt kruchy / rozsypywał się zaraz w
drugim zdaniu / tylko moja twarz wciąż odbijała światło / a miłość / o
tak / kochałem jak siebie samego / jak mogłem zaufać / nie panowałem
nawet nad myślami / byłem dla siebie wrogiem / podnoszę oczy znad
klawiatury / zza szyby wyłania się pośmiertna maska / patrzy na mnie
twarz
telepiemy się na drabiniastych wozach
do ziemi obiecanej
płótna naszych stepowych żaglowców
zesztywniałe od słodkiej posoki i kwaśnych oddechów północy
połyskują kryształami soli i gwiazd
nasze kobiety mają szklane włosy
którymi wędrują srebrne pęcherzyki powietrza
odkąd przestaliśmy przytraczać je do kulbak
mówią do nas językiem kląskań i szczebiotów
i rodzą wodnistookie dzieci
z czasem staną się podobne do nas
zlizujących krew z kindżałów
g wałcących palących najeżdżających
osady płochliwych mieszczan
ciągniemy do ziemi obiecanej od stuleci
pierwotnie nasze czoła liżą ażurowe powiewy bezkresnego płaskowyżu
potem już tylko szorstko całuje je bryza
wiejąca od zwietrzałych moren
znaczymy nasz szlak kopczykami czerwonej ziemi
która szybko porasta krukami
nie zatrzymujemy się nigdy na dłużej aby postawić stopę w białej misie mgły
albo przyłożyć głowę do bijącej ze skały kępy trawy
zaszyć oczy w zielonej kuli bukszpanu
czy zawsze będzie żył ten jeden który pamięta czy zaświadczy o prawdzie czy da sobie za nią uciąć głowę
kiedy starzy oprawcy wkładają niezdarnie do ust sztuczną szczękę czy pamiętają o zębach które wybijali nagłym uderzeniem w usta
gramolą się po schodach obcinają pożółkłe od tytoniu paznokcie uszy czyszczą kawałkiem drewienka nie mają bolesnych wyparć patrzą na pożółkłe fotografie i widzą siebie z tamtego okresu na wakacjach w jastarni
uśmiech wypełza na ich usta powoli jak krwiak dopóki nie przypomni o sobie alzheimer
więc nie budzą się w nocy oblani rdzawym potem ze ścierpniętymi dłońmi a piersi nie gniecie cierpka zgaga winy pamięć nie otwiera z łoskotem kiedy pochylają się nad psem ten kuli się uderzony ostrą falą lęku starzy oprawcy są prawdopodobnie otoczeni tęczową aureolą zapachu krwi i tępego przerażenia ofiar nad którymi pełza blady płomyk
czy da się zatrzeć ślady butów powyrywać wraże języki przemienić mózg w mętną wodę
czy będą spisane wszystkie czyny i rozmowy zostaną prześwietlone zdjęcia odtworzone zapisy
1 dalecy krewni jakuba sąsiedzi mieszkańcy spalonych domów nawiedzanych nocą przez łańcuchowych ludzi zebrani na gorzkich żalach pod opadającymi płatkami tynku spod których wyłania się obraz nieba ojców kołyszą w kołysce płuc zarodki zła
nad drzwiami kościoła archanioł przygważdża do ziemi głowę maura ze szpiczastymi uszami
barokowe lance ołtarzy wysokie ogarki gromnic nie zatrzymają cichej fali mgły która pełznie doliną jak lodowiec nienawiść rodzi się z pychy wynurza z zachłanności dediscero mori
niedaleko stąd 20 lutego 1846 roku zabito teofila na wzgórzu ziemia otwiera swą paszczę zapadnięte boki grobowców wołają o nowe ofiary
2 w trzeciej ze swych podróży gulliwer wspomina o królestwie tribnia w którym przeszłość można w dowolnym momencie obrócić przeciw teraźniejszości w archiwach cesarza czekają na jego skinienie kartoteki pełne zeznań raportów donosów gdy nadejdzie czas wymiatania śmieci przetrząsną tajne służby sąsiedzi zewidencjonują dobra i gości władca zawsze znajdzie jakiegoś jakuba albo judasza którego powoła do odznaczenia ciężkimi jak brąz plamami krwi
kiedyś rządził tu terror konfidenci byli jawni werbowani na postrach dla innych i jako cenny depozyt na przyszłość kiedy ustrój się zmienił przestano wyrywać języki teraz jedynie słowa wycina się z kontekstu proste zdania nabierają wówczas znaczeń przeciwnych lub odrywają od sensu gesty można pozostawić puste lub nadać im nowych znaczeń wszystko według woli kryształowych monterów
cel pozostał jednak ten sam skutecznie wyeliminować wrogów monarchii aby żyło się dostatniej ludziom wskazanym przez złoty palec
ojcowie mówią jednak synom aby nie dali się zwieść to co weszło na bagnetach na bagnetach wyjść musi
3 w tarnowskim cyrkule powtarzają jakubowi do upojenia jest na ziemi tylko dwóch ludzi potrafiących zaprowadzić porządek cesarz w stolicy i ty tutaj
4 to nie ogień z chmury strzela nie mróz niebo skuwa to ze słupa drzewa Jezus mówi do jakuba:
tam gdzie wzgórek las pobielił i mróz skosił wodę krew twych braci woła z ziemi niesie poprzez pole
a ze studni to nie para nie nad ziarnem wrony ten śnieg który zstąpił z nieba zrazu nie czerwony
to nie brzęk srebrnego trzosu ani skrzyp powroza tymi słowy jakub szela zwraca się do Boga:
a kiej panów już nie stanie jeślić jego wola od cysorza dostaniemy po pińć morgów pola
ty litujesz się nad księżmi schylosz nad panami my nadzieję zaś związalim dziś z austryjokami
z obcym łatwiej się dogadać niźli z polskim panem mo piniondze dla człowieka mo uszanowanie
idą chłopy i śpiewają na wesołej stypie że znów polo się ropczyce aż się popiół sypie
5 nienawiść przepływa pod skórą ziemi wykluwa się z lęku hartuje w upokorzeniu kiedy nagie stopy jakuba wiedzionego na stalowej obroży zanurzają się w suchym kurzu gościńca wieś zatrzymuje się przy drodze i rośnie ogromna bryła gliny toczy się w dłoniach pęcznieje w ustach wypycha język psy wyją do opadającego serca dzwonu czują zapach strachu palonej skóry
gromadzą się już drobne kropelki krwi 6 czy da się spreparować życiorysy skremować dokumenty opowiedzieć historię od nowa prometeusza ogłosić zdrajcą z rejtana uczynić pijaka
podli akwizytorzy rzeczy pospolitych rzeźnicy nadziei manipulatorzy medialnych dżojstików wszyscy którzy własny interes lub spokój przedkładają nad dobro kraju
[----------------------------------]
mogę tylko relacjonować w osądzie przeszkadza ślad po złożonym pocałunku odciśnięty na ustach jak pieczęć
ludzie o mysich twarzach / błonach pomiędzy długimi palcami pianistów / pozostawiają suche odchody na czerwonych fotelach / bohaterowie naszych kreskóek robią wszystkich w chuja bo / etyka jest przeciwna natrurze / więc nie można wychylić się z nory / by nie zostać zaatakowanym przez agresywne batmany / tylko modlić się o łaskę czarnej meduzy o mocno bijącym sercu // od kiedy boga - człowieka rozciągnęli w kole leonarda / jako celu na rzut kamieniem // klecha wyciąga długą rękę / policja czai się przy drogach / parzymy się w błocie / jak bąbelki zepsutego powietrza // dobrze że chociaż dzieciom dajemy przykład / nie zważając / że nazajutrz po pierwszej komunii // będą boleć nas nogi od krętych zejść do piwnić //
camera obscura II
camera obscura to drewniana skrzynka / dom w którym migoczą obrazy? światło wpada poprzez wąskie szparki / obmywa dłonie plami skórę twarzy // camera obscura jak skarbonka? co fiszki medalik i guziki chowa / i pęka nocą ze śmichem na szafce / gdy księżyc wschodzi jak dantona głowa / obscura camera to kino opera / to teatr czy sen / noc ciemna i dzień // jana od drewna //
nuży mnie nizanie liter / wnikanie w ich przezroczystość / klątwa suchych wyrazów zamkniętych w gutenbergowskich pudełkach / mają smak przypraw zamorskich i zapach stuletnich zielników / od których bieleją języki / pokryte farbą drukarską / a słowa z nich wydobyte błyszczą jak śnieżne ekrany //
jeśli na przykład takiemu człowiekowi wymontuje się dla zabawy kilka zębów albo w pudełku zrobi zwarcie to czy można mówić o zepsuciu albo gdy się kotu odkręci łebek że wygląda jak tubka pasty do czerwonych butów
wiem że pewnych rzeczy nie można naprawić na przykład żarówki zawsze jednak co zepsute można wymienić lub zrobić na nowo choćby nowego człowieka po wcześniejszym rozebraniu innego na części
myślę jednak że wszystko można odtworzyć przykład człowieka i radia jest bardzo wymowny
ale na przykład mówią też że jeśli zepsuje się żelazko to jego dusza idzie do śmieci