przyjazne strony
zapis fragmentu
mowa wiązana
blog
listy do tytusa
list otwarty do p. Jana P
kazania księdza Jerzego
świadectwo
niech zstąpi Duch Twój
kontakt
     
 

pieśń knajacka

/Warszawa 03.08.2010
pod Pałacem Namiestnikowskim/

skoro się modlić
tutaj zachciało
ciemnej chołocie

to ją będziemy
szturchać kijami
obrzucać błotem

patrz jaki tam krzyż
krzyż niebezpieczny

broni go sekta
zapchlonych kundli
które się wściekły

też mamy prawo
w miejscu publicznym
śpiewać swe pieśni

pod tym pałacem
w którym zamieszka
wkrótce namiestnik

04.08.2010

.......................................................................................................................................

kiedy opadła groza pogasły reflektory 

pozostało 
leśne wysypisko  

ludzie utrwaleni
w bardzo dziwnych pozach
 
rozbite fotele
zmordowane ciała
 
pod biało czerwoną szachownicą
grają w kości
o strzępy czerwonego sukna
powiewającego gdzieniegdzie
na gałęziach
 
z blaszanego kubka
wypadają zęby
kawałki blachy
poszarpane taśmy

chowają je do łopoczących
rękawów moskiewscy archiwiści
sprzątają
selekcjonują dowody

przekonują nas
tak nada była sdiełat'  

wszyscy spokojnie czekamy
na przybycie
buldożerów

28.07.2010

............................................................................................................................................

kto
                     
kto ślad zaciera myli tropy
niszczy dowody wersje mnoży
łże podle patrząc prosto w oczy
raz się nabija raz nas trwoży

kto preparuje taśmy prawdy
kto w tym paluchy macza brudne
kto do fałszerstwa wciąga gwiazdy
estrady media instytucje

któż nas fałszywie naprowadza
eter wypełnia to znów czyści
pogruchotana leży naga
prawda ubita z nienawiści

kto knebel gorzki nam zakłada
by krzyk sprzeciwu sprawnie stłumić  
kto w dzień i w nocy nas napada
krępując wolę zmysły umysł 

kto w nas rozpala gniew piekielny
czy towarzyszem jest czy wrogiem
ten kto rozszczepia wspólny język
szczując wzajemnie przeciw sobie

06-08.2010


.............................................................................................................................

katyń II

                                            Janowi Pospieszalskiemu

lit
ery wykute z kamienia
wygładzone
miękką powieką deszczu
piją wodę

od ust
odrywa się ostatni strzęp powietrza

krzyk

i cisza
dalekie strzały
dochodzące
jak spod tafli jeziora
obce słowa
unoszące się wolno
w gęstniejącym powietrzu

przed nimi wysoka ściana deszczu
ściana płaczu
kiedy dosięgną ich pojedyncze krople
usłyszą jak ze zgrzytem otwiera się
stalowy tunel  

oko ucieka w głąb
czaszki
w poszukiwaniu światła

gałęzie falujące pod wodą
falujące lasy

czy jest gdzieś taka
szczelina którą można wyjść
na ścieżki porażone korzeniem sosny
pnie chropawe

coś czai się jak salamandra
krzyczącymi plamami na darni
tylko echo odpowiada
na pytania

oni nie są już
z tego czasu

nad nimi biała ważka rozpięła
gilotynę skrzydeł

litery zamieniają się w piasek
łkają w klepsydrach

z pnia brzozy
ze zwęglonej kości
wyłania się
powoli
niezamącony
sens

21.04.2010

...................................................................................

* * *

wysoko

nad mymi stopami

skrzypi więźba nieba
 
uwięziony w
stalowym kokonie

 
przez szczeliny
patrzę na odwrócony krajobraz

przed oczami
trzepocze się gałązka sosny
za nią miga

zwęglony las
z którego sterczą
czarne żebra

mgła

spływa jak całun

10.04.2010

...............................................................................................................

widok z okien miasta pana cogito                            
                                                                                        fymowi

za moim oknem panie
korowody różanych kobiet
cieniutkich jak opłatek
unoszonych na północ
w splotach poroży stworów
spisanych według ikon
hieronima bosha

za mym oknem
piękni trubadurzy
pod transparentem tęczy
muzykę przenikliwą sączą
a słowa ich
jakoby flety zawodzące
pożądaj rzeczy świata tego

tudzież rząd
autorytetów medialnych
profesora mefisto
oraz wesoła husaria
z pawimi pióry
na bujanych konikach
pochód za oknem mym formują

...........................

żyję w jakowymś dziwnym pomieszaniu
snu i jawy a język mój plącze się panie
i wije umykając
pomiędzy ciernie i krzewy
doliny gei hinnom


.......................................................................................


nie widziałem

                                  Grześkowi Kociubie

nie spotkałem wędrujących słupów ognia

płonących krzewów
nie widziałem zstępujących synogarlic
ani nie słyszałem głosów
odzywających się z mocą pośród nocy

wciąż tylko wschody i zachody słońca
księżyce otoczone krwawą aureolą
bażanty w klatce suchych trzcin
i małe powietrzne wiry

dane mi było też widzieć
wielkie cysterny chmur
roniące wody akuratnie na spragnione lasy
i zboże siwiejące
znużone blaskiem słońca

tylko to

......................................................................


pierwsze widzenie

pod bożym miłosierdziem rozbijają kramy
ciastko z dziurką, pierścionki, broń z kapiszonami
- pośród wybuchów petard oraz wrzasków pawi -
będą jutro sprzedawać . przed telebimami

klęczymy. chwała mediom za ich wieczną pogoń -
wyścig o to kto pierwszy poda wieść o śmierci :
- pani płacze? dlaczego ? przecież ojciec święty
jest pogodny i pragnie żegnać się z pogodą?

módlmy się w wielkiej ciszy . fiat voluntas tua ...
w przytomności najwyższej niech w skupieniu czuwa
nasza miłość przy łóżku umierającego

kartkuję tryptyk rzymski . z słów ojca świętego
...............................................................
mocno zapada we mnie cytat : "zatrzymaj się
to przemijanie ma sens. ma sens... ma sens... ma sens..."   
02.04.2005


stopy berniniego

podróż białych źrenic / po zimowym wybrzeżu śródziemnego nieba : // rozchylone usta alabastru / dopieszczone do ostatniego spazmu / ile ekstraktu jest w bólu ? / czułości w gwoździu wbijanym w stopę // w stawach struny brzęczącego dreszczu // ziarno po ziarnie przesuwają się żeliwne palce w skórzanej kapsule chłodu / na śniegu znaki / ktoś tu nawracał // 


są światy
 
są światy nie większe od dziecięcego pokoju
mają kanarkowe ściany 
usypia je pocałunek na dobranoc 
budzi ciepła kula powietrza wokół pieca

są światy leżące w dolinie 
pomiędzy cmentarzem i torami
osłonięte wysokimi drzewami
na których siadają wieczorem gawrony

są światy na które patrzysz z góry
kościoły i komin mleczarni który już nie dymi
szkoła od której prowadzi mleczna droga
usiana bańkami

są światy pełne białych plam
zmieniające kolory po naciśnięciu guzika
chodzą po nich umarli wachlując się od upału
i biega konik w słonecznych rajstopkach


....................................................................................................

maska

wyłania się z nocy pośmiertna maska / patrzy na mnie twarz / mówi / puste lata / wypełnione strachem / kim byłeś / oddycham płytko jakby wokół twarzy była tylko cieniutka warstewka powietrza / wokół kamienne twarze / otaczały mnie / a może to ja / ukazywałem kamienną twarz / wciąż inną / nie mogłem przekroczyć kręgów zakreślonych na wodzie i piasku / widziałem jak unosiły się w powietrzu niewidzialne mury / mimo to szedłem / w kuli zbudowanej z obręczy / nie potrafiłem / zbliżyć się do żadnego człowieka / mój język był zbyt kruchy / rozsypywał się zaraz w drugim zdaniu / tylko moja twarz wciąż odbijała światło / a miłość / o tak / kochałem jak siebie samego / jak mogłem zaufać / nie panowałem nawet nad myślami / byłem dla siebie wrogiem / podnoszę oczy znad klawiatury / zza szyby wyłania się pośmiertna maska / patrzy na mnie twarz


.............................................................................................................

tabor

telepiemy się na drabiniastych wozach 
do ziemi obiecanej
płótna naszych stepowych żaglowców
zesztywniałe od słodkiej posoki
i kwaśnych oddechów północy
połyskują kryształami soli i gwiazd  

nasze kobiety mają szklane włosy
którymi wędrują srebrne pęcherzyki powietrza
odkąd przestaliśmy przytraczać je do kulbak
mówią do nas językiem kląskań i szczebiotów
i rodzą wodnistookie dzieci  

z czasem staną się podobne do nas
zlizujących krew z kindżałów g
wałcących palących najeżdżających
osady płochliwych mieszczan  

ciągniemy do ziemi obiecanej od stuleci
pierwotnie nasze czoła liżą ażurowe powiewy bezkresnego płaskowyżu
potem już tylko szorstko
całuje je bryza wiejąca od zwietrzałych moren  

znaczymy nasz szlak kopczykami czerwonej ziemi
która szybko porasta krukami
nie zatrzymujemy się nigdy na dłużej
aby postawić stopę w białej misie mgły
albo przyłożyć głowę do bijącej ze skały kępy trawy
zaszyć oczy w zielonej kuli bukszpanu

prowadzi nas niecierpliwa gwiazda ognia


..............................................................................................................


introligatorzy


czy zawsze będzie żył
ten jeden
który pamięta
czy zaświadczy o prawdzie
czy da sobie za nią uciąć głowę

kiedy starzy oprawcy
wkładają niezdarnie do ust
sztuczną szczękę
czy pamiętają o zębach
które wybijali nagłym
uderzeniem w usta

gramolą się po schodach
obcinają pożółkłe od tytoniu paznokcie
uszy czyszczą kawałkiem drewienka
nie mają bolesnych wyparć
    
patrzą na pożółkłe fotografie
i widzą siebie z tamtego okresu
na wakacjach w jastarni

uśmiech wypełza na ich usta
powoli jak krwiak
dopóki nie przypomni o sobie
alzheimer

więc nie budzą się w nocy oblani
rdzawym potem
ze ścierpniętymi dłońmi
a piersi nie gniecie
cierpka zgaga winy  
pamięć nie otwiera z łoskotem
 
kiedy pochylają się nad psem
ten kuli się uderzony
ostrą falą lęku
starzy oprawcy są prawdopodobnie otoczeni
tęczową aureolą
zapachu krwi i tępego przerażenia ofiar
nad którymi pełza
blady płomyk  

czy da się zatrzeć ślady butów  
powyrywać wraże języki
przemienić mózg w mętną wodę

czy będą spisane wszystkie
czyny i rozmowy
zostaną prześwietlone zdjęcia
odtworzone zapisy

odpowiedź znają starzy
oprawcy archiwów


.....................................................................................................................

jakub

1
dalecy krewni jakuba 
sąsiedzi 
mieszkańcy spalonych domów 
nawiedzanych nocą
przez łańcuchowych ludzi
zebrani na gorzkich żalach 
pod opadającymi płatkami tynku
spod których wyłania się obraz
nieba ojców
kołyszą w kołysce płuc 
zarodki zła

nad drzwiami kościoła
archanioł przygważdża do ziemi
głowę maura ze szpiczastymi uszami

barokowe lance ołtarzy
wysokie ogarki gromnic
nie zatrzymają cichej fali mgły
która pełznie doliną jak lodowiec
nienawiść rodzi się z pychy
wynurza z zachłanności
dediscero mori

niedaleko stąd  20 lutego 1846 roku zabito teofila
na wzgórzu ziemia otwiera swą paszczę
zapadnięte  boki grobowców
wołają o nowe ofiary

2
w trzeciej ze swych podróży gulliwer wspomina 
o królestwie tribnia 
w którym przeszłość można
w dowolnym momencie obrócić
przeciw teraźniejszości  
w  archiwach cesarza czekają
na jego skinienie kartoteki 
pełne zeznań raportów donosów
gdy nadejdzie czas wymiatania
śmieci przetrząsną tajne służby 
sąsiedzi zewidencjonują dobra i gości
władca zawsze znajdzie jakiegoś jakuba
albo judasza którego powoła
do odznaczenia
ciężkimi jak brąz plamami krwi

kiedyś rządził tu terror 
konfidenci byli jawni 
werbowani na postrach dla innych 
i jako cenny depozyt na przyszłość
kiedy ustrój się zmienił
przestano wyrywać języki
teraz jedynie słowa 
wycina się z kontekstu 
proste zdania nabierają wówczas znaczeń przeciwnych 
lub odrywają od sensu
gesty można pozostawić
puste lub nadać im nowych znaczeń
wszystko według woli kryształowych monterów

cel pozostał jednak ten sam
skutecznie wyeliminować wrogów  monarchii
aby żyło się dostatniej ludziom
wskazanym przez złoty palec

ojcowie mówią jednak synom
aby nie dali się zwieść
to co weszło na bagnetach
na bagnetach wyjść musi

3
w tarnowskim cyrkule powtarzają jakubowi 
do upojenia
jest na ziemi tylko dwóch ludzi
potrafiących zaprowadzić porządek
cesarz w stolicy
i ty tutaj

4
to nie ogień z chmury strzela
nie mróz niebo skuwa
to ze słupa drzewa Jezus  
mówi do jakuba:

tam gdzie wzgórek las pobielił
i mróz skosił wodę
krew twych braci woła z ziemi  
niesie poprzez pole

a ze studni to nie para
nie nad ziarnem wrony       
ten śnieg który zstąpił z nieba
zrazu nie czerwony

pomazane krwią ołtarze
na drzwiach znaki piły  
coście uczynili braciom
mnieście uczynili

to nie brzęk srebrnego trzosu
ani skrzyp powroza
tymi słowy jakub szela
zwraca się do Boga:

a kiej panów już nie stanie
jeślić jego wola 
od cysorza dostaniemy
po pińć morgów pola

ty litujesz się nad księżmi
schylosz nad panami
my nadzieję zaś związalim
dziś z austryjokami

z obcym łatwiej się dogadać
niźli z polskim panem
mo piniondze dla człowieka
mo uszanowanie

idą chłopy i śpiewają
na wesołej stypie
że znów polo się ropczyce
aż się popiół sypie

5
nienawiść przepływa
pod skórą ziemi
wykluwa się z lęku
hartuje w upokorzeniu
kiedy nagie stopy jakuba
wiedzionego na stalowej obroży
zanurzają się
w suchym kurzu gościńca
wieś zatrzymuje się
przy drodze i rośnie
ogromna bryła gliny
toczy się w dłoniach
pęcznieje w ustach
wypycha język
psy wyją do opadającego serca dzwonu
czują zapach strachu
palonej skóry

gromadzą się już drobne
kropelki krwi
 
6
czy da się spreparować życiorysy
skremować dokumenty
opowiedzieć historię od nowa
prometeusza ogłosić zdrajcą
z rejtana uczynić pijaka

podli akwizytorzy rzeczy pospolitych
rzeźnicy nadziei
manipulatorzy medialnych dżojstików
wszyscy którzy własny interes
lub spokój
przedkładają nad dobro kraju

[----------------------------------]

mogę tylko relacjonować
w osądzie przeszkadza ślad
po złożonym pocałunku
odciśnięty na ustach
jak pieczęć


..............................................................................................................


* * *

ludzie o mysich twarzach / błonach pomiędzy długimi palcami pianistów / pozostawiają suche odchody na czerwonych fotelach / bohaterowie naszych kreskóek robią wszystkich w chuja bo / etyka jest przeciwna natrurze / więc nie można wychylić się z nory / by nie zostać zaatakowanym przez agresywne batmany / tylko modlić się o łaskę czarnej meduzy o mocno bijącym sercu // od kiedy boga - człowieka rozciągnęli  w kole leonarda / jako celu na rzut kamieniem // klecha wyciąga długą rękę / policja czai się przy drogach / parzymy się w błocie / jak bąbelki zepsutego powietrza // dobrze że chociaż dzieciom dajemy przykład / nie zważając / że nazajutrz po pierwszej komunii // będą boleć nas nogi od krętych zejść do piwnić //


 

camera obscura II

camera obscura to drewniana skrzynka / dom w którym migoczą obrazy? światło  wpada poprzez wąskie szparki / obmywa dłonie plami skórę twarzy // camera obscura jak skarbonka? co fiszki medalik i guziki chowa / i pęka nocą ze śmichem na szafce / gdy księżyc wschodzi jak dantona głowa / obscura camera to kino opera / to teatr czy sen / noc ciemna i dzień // jana od drewna //


........................................................................................................................

spotscriptum

nuży mnie nizanie liter / wnikanie w ich przezroczystość / klątwa suchych wyrazów zamkniętych w gutenbergowskich pudełkach / mają smak przypraw zamorskich i zapach stuletnich zielników / od których bieleją języki / pokryte farbą drukarską / a słowa z nich wydobyte błyszczą jak śnieżne ekrany //


................................................................................................................................

ogólne zepsucie

jeśli na przykład takiemu człowiekowi
wymontuje się dla zabawy kilka zębów
albo w pudełku zrobi zwarcie
to czy można mówić o zepsuciu
albo gdy się kotu odkręci łebek
że wygląda jak tubka pasty do czerwonych butów

wiem że pewnych rzeczy nie można naprawić
na przykład żarówki
zawsze jednak co zepsute można wymienić
lub zrobić na nowo
choćby nowego człowieka
po wcześniejszym rozebraniu innego
na części

myślę jednak że wszystko można odtworzyć
przykład człowieka i radia jest bardzo wymowny

ale na przykład mówią też że jeśli zepsuje się żelazko
to jego dusza idzie do śmieci

....................................................................................................